Herbata otwarta na wariatów - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Herbata otwarta na wariatów

Rafał Przybylok, właściciel „Czajnika”, udowadnia, że herbata może być źródłem przyjemności, zdrowia i siły, a lokal, w którym się ją pije, miejscem wielu ciekawych wydarzeń.

* Skąd pomysł, by w Zabrzu otworzyć herbaciarnię?

Największe zagęszczenie herbaciarni jest w Czechach. Przed laty pamiętam swoje wycieczki do tego kraju, tylko po to, by poleżeć w poduszkach, zapalić sziszę, napić się klimatycznej herbaty i zaznać tego orientalnego nastroju. Potem herbaciarnie zaczęły przeciekać na naszą stronę granicy, stąd na Śląsku jest najwięcej herbaciarni w kraju. A Polacy lubią herbatę. Mało kto wie, że jeśli chodzi o spożycie herbaty na głowę mieszkańca, wyprzedzamy nawet Chińczyków. Tyle, że często wybieramy tę najtańszą. Stąd pomysł herbaciarni – z jednej strony to wyjście naprzeciw oczekiwaniom, z drugiej – proponowanie herbat lepszych jakościowo od tych najpopularniejszych. Uważam, że w Zabrzu brakowało takiego miejsca.

* Czyli ta działalność ma też walor edukacyjny?

Zawsze stawiamy na to, by edukować, by skłaniać ludzi do wybierania herbat dobrych. Skoro ten napój pijemy codziennie, warto, by był dobrej jakości. Tania herbata pita w dużych ilościach nam nie służy. Tymczasem ten napój może być lekarstwem praktycznie na wszystko, według tradycyjnej chińskiej medycyny. Można nią wyleczyć wiele schorzeń czy po prostu poprawić samopoczucie, dobierając odpowiednio kolory i rodzaje.

* Ile pijesz herbat dziennie?

To zależy od dnia. W zasadzie nie piję nic innego, jeżeli zaliczymy do herbat również napary, takie jak yerba mate. Myślę, że wypijam około 2 litrów dziennie.

* Opowiedz o rodzajach herbat.

Jest sześć podstawowych kolorów herbat. Najbardziej znana w świecie Zachodu i najpopularniejsza jest herbata czarna, zaraz po niej zielona, o której też każdy słyszał. Jest też biała, czerwona, żółta i niebieska (lub turkusowa, zależnie od tłumaczenia). Do tego mamy zioła, jest yerba mate, honeybush, rooibos.

* Jaką herbatę szczególnie polecasz na zimę?

W okolicy świąt polecałem mieszankę „blask choinki”, z charakterystycznymi małymi cukrowymi choineczkami, z korzeniami, nutą cytrusów. Generalnie – pijmy to, co nam smakuje. Według chińskiej medycyny zimą pije się herbaty rozgrzewające, a latem – ochładzające. To jak z jedzeniem. Mało kto zdaje sobie sprawę, że trawienie zaczyna się w garnku. Im coś jest bardziej ugotowane, przetworzone, tym mniej energii musimy zużyć do przetrawienia tego, więc danie jest rozgrzewające. Herbata zielona, najmniej przetworzona, jest wychładzająca, Natomiast herbata czarna, w pełni oksydowana, nie wymaga od nas wydatku energetycznego, by ją przyswoić, przez co oszczędzamy energię dla siebie i herbata nas rozgrzewa. Teraz jest pora na herbaty czarne, latem bardziej nastawiamy się na białe, zielone. I tak naprawdę wiele osób, nawet nie znając tych założeń, wybiera je w ten sposób odruchowo.

* Dlaczego zainteresowałeś się akurat herbatą?

Jestem abstynentem i przez to nie piłem wielu rzeczy, które pili znajomi. Nie przepadałem też za kawą. Trochę z braku innych napoi skupiłem się na herbacie, choć oczywiście zawsze ją lubiłem. Zainspirował mnie dziadek, który był zwolennikiem różnego rodzaju herbat i to w czasach, gdy jeszcze nie były one tak łatwo dostępne jak teraz. Ściągał je i chętnie nimi częstował. Zapamiętałem z tych czasów lapacho, herbatę Inków, pochodzącą z Ameryki Południowej. Nie było zbyt smaczne, ale dziadek bardzo je cenił, ze względu na walory zdrowotne.

* Jednak od picia herbaty do założenia herbaciarni droga daleka…

Znalazłem pracę w herbaciarni, jeszcze będąc na studiach. Bardzo mi się to spodobało. Dlatego mimo skończenia geologii postawiłem jednak na herbatę. I nie żałuję. Herbatą zajmuję się od 7 lat, pracowałem w herbaciarniach w Gliwicach i w Zabrzu, od 3 lat działam na własny rachunek, najpierw przy ul. Wolności, a teraz na ul. Wajdy.

* Jaka powinna być dobra herbaciarnia?

Myślę, że powinna być taka, jak nasza – nieco mroczna, z przyciemnionym nastrojowym światłem, przydymiona kadzidełkami, tajemnicza i mistyczna. Ale staram się też nieco ją uatrakcyjniać – robię koncerty, wykłady, spotkania wegańskie. Generalnie – jestem otwarty na wariatów. Dlatego dzieją się tu też inne dziwne rzeczy, które proponują osoby z zewnątrz – był koci jarmark, połączony z koncertem muzyki cygańskiej, spotkanie klubu książki, warsztaty fotograficzne, koncert gongów, podczas którego wszyscy uczestnicy leżeli i dawali masować się dźwiękiem. Staram się wzorować na herbaciarniach chińskich z XIII wieku – wtedy były to miejsca, gdzie odbywały się miejsca spotkań, wymiany informacji, w których pojawiali się muzycy, teatry, kabarety.

* Skąd sprowadzasz herbaty?

Nie jestem bezpośrednim importerem, więc ściągam herbaty z polskich hurtowni, które sprowadzają je z różnych krajów, gdzie dana herbata jest uprawiana, głównie z Chin, Japonii i Indii oraz yerba mate z Ameryki Południowej. W ofercie mamy ponad sto różnych herbat i ziół.

* Na herbatach da się zarobić?

Odpowiem dyplomatycznie – to miejsce przepełnione energią i miłością, do którego przychodzi wielu serdecznych, niesamowitych ludzi. To dla nich warto je prowadzić. Na wszystkim da się zarobić, ale rynek herbaty dopiero się rozwija. Cieszy mnie, że coraz częściej wybieramy produkty, zwracając uwagę na jakość, a nie tylko na cenę.

* Z herbatą kojarzą się też rytuały, związane z jej parzeniem. Opowiedz o nich.

Herbaty parzy się tak, by smakowały. Jeśli chce się być tradycyjnym, trzeba którąś z tych tradycji wybrać. Inaczej parzy się herbatę w Chinach, inaczej w Japonii, Korei, inne tradycje są w Anglii, ze słynną five o’clock, inne w Stanach Zjednoczonych, gdzie rządzi ice tea. Jest herbata po turecku w dwupiętrowych czajnikach, po marokańsku – z miętą, w małym czajniczku. Polska jest nieco… pokrzywdzona, my do tej tradycji dokładamy co najwyżej herbatę z prądem. Naszym dodatkiem, pochodzącym wprawdzie z Prus, ale rozpowszechnionym głównie w Polsce, jest cytryna.

* A słodzić?

Generalnie nie, ale… klient nasz pan. Są herbaty, które tradycyjnie powinny być słodzone, w Maroku herbata wręcz lepi się od słodyczy. Ale inne, na przykład szlachetna biała herbata, raczej nie. Jeśli już trzeba słodzić, to lepiej stewią, ziołem trzydzieści razy słodszym od cukru. Generalnie jako Polacy jesteśmy bardzo słodzącym narodem. Szacuje się, że na świecie słodzi się co najwyżej 30% herbat; czasem zastanawiam się, czy nie wszystkie słodzone są u nas… W Polsce mówi się np. „gorzka herbata” – tymczasem herbata bez cukru wcale nie jest gorzka, tylko musi być dobrze zaparzona.

* Jak poprawnie parzyć herbatę?

Jeśli już parzymy herbatę ekspresową w torebce, musimy ją wyjąć, nim się za mocno zaparzy – czyli najdalej po 30 sekundach, potem zaczyna się robić gorzka. Ale powiedzmy szczerze – herbaty w torebkach są zwykle najgorszej jakości. Te najtańsze to najczęściej odpady z herbat wyższej gradacji. Herbatę czarną parzy się wrzątkiem, zależnie od rodzaju i wielkości liści, od 30 sekund do 5 minut. Im większy liść, tym dłużej parzymy herbatę. Herbatę zieloną zalewać należy chłodniejszą wodą, maksymalnie 80 stopni Celsjusza, białe i niebieskie wymagają temperatury rzędu 90 stopni. Ilość suszu i czas parzenia to w dużej mierze kwestia naszych upodobań. Herbata lepiej parzy się, gdy ma więcej miejsca, dlatego małe parzydełka nie są najlepszym rozwiązaniem. Powinno się parzyć w dzbanku tyle herbaty, ile jednorazowo mieści się w filiżankach. I oczywiście nie warto parzyć herbaty z cytryną, bo ona wyciąga z herbaty szkodliwy glin. Najpierw trzeba wyrzucić liście, a dopiero wtedy dodać cytrynę. Inny częsty błąd to zbyt szybkie wsypywanie cukru – woda jest wtedy zbyt gęsta i nie jest w stanie zwilżyć liści należycie. I co ważne – 80 % smaku herbaty to woda. Czyli – dobra woda równa się dobra herbata.

* Inaczej wygląda parzenie yerba mate.

Yerbę pije się tak, by susz pozostał cały czas w naparze. Tyle, że naczynie powinno być małe, na kilka łyków, a susz powinien zajmować ponad połowę objętości. Gdy chcemy napić się znowu – dolewamy trochę wody i po chwili znowu wypijamy wszystko, by zioła nie stały w wodzie. Mówi się, że pierwsze parzenie (które wsiąka w liście) wypija święty Tomasz, patron yerba mate, a my pijemy dopiero to drugie. Podobnie jest z herbatą zieloną, którą też można zaparzyć kilka razy. Chodzi w tym wypadku o rozwinięcie i przepłukanie liścia, charakterystyczne dla herbat postfermentowanych. One muszą długo leżakować, dlatego zalewamy je wrzątkiem na długość, jak każe tradycja, trzech oddechów, a dopiero wtedy fusy zaparzamy po raz drugi. W Chinach mówi się, że to gospodarz wypija niedobre pierwsze parzenie, a gościom daje dopiero drugie. Ale u nas ta tradycja jest nie do pomyślenia.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud