Wiedza, dobry lek na ból kręgosłupa - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Wiedza, dobry lek na ból kręgosłupa

Podczas wizyty u lekarza powinno być jak w konfesjonale: szczere wyznanie grzechu przeciw własnemu ciału i równie szczera chęć poprawy. I tak właśnie ze swoimi pacjentami rozmawia Lucyna Wysocka, z zawodowej pasji lekarz orzekający w sporcie, na co dzień chirurg dziecięcy w Szpitalu Klinicznym nr 1 w Zabrzu. Świadomość, że ludzki organizm to łańcuch zależności, w którym deformacja pierwszego oczka z pewnością wpłynie na funkcjonowanie ostatniego, to wstęp do zdrowego życia i uniknięcia wad postawy. A tych jest coraz więcej. Na potęgę bolą nas stawy, kręgosłupy. Dlaczego? Powodów jest wiele.

- Nie zawsze jest tak, że dolegliwości stawowe i w obrębie kręgosłupa są wyłącznie konsekwencją zaniedbań. Wielu cierpiących na nie ma skłonności genetyczne, systematycznie i z biegiem lat utrwalane, pogłębiane stylem życia. Kiedyś, dziecko uczyło się chodzić po miękkiej, naturalnej nawierzchni, dziś po twardym asfalcie, betonie, kostce brukowej, niekorzystnie wypływających na stawy. Jeszcze nie tak dawno temu, uczniowie, po lekcjach, spędzali czas na podwórku, na zabawie z rówieśnikami. Teraz takiego zwyczaju nie ma. Wozimy i przywozimy dzieci do i ze szkoły, transportujemy na pozalekcyjne zajęcia. I nawet jeśli poza powszechnym, dodatkowym językiem angielskim, na tej liście osobistego rozwoju znajdzie się sport, to nie zawsze może dobrze wpływać na postawę dziecka. Fakt, że inwestujemy w młodego piłkarza lub tenisistkę nie oznacza, że kształcimy zdrowego człowieka. Kluczowe znaczenie ma świadomość rodziców, a z nią niestety wciąż nie jest dobrze – mówi Lucyna Wysocka.

Czego więc nie wiecie, rodzice? Na przykład tego, że nie zawsze nieprawidłowe stawianie nóżek przez małego człowieka może zwiastować problemy. – Na pewnych etapach rozwoju, niektóre odstępstwa od normy są do zaakceptowania. Dziecko się uczy, więc nie od razu robi wszystko idealnie. Trzeba jednak wiedzieć, kiedy zacząć się niepokoić, a to już trudniejsze – dodaje Lucyna Wysocka.

Poza tym, dorośli zazwyczaj nie wiedzą, że w każdym wieku obowiązuje zalecana, tygodniowa dawka wysiłku. Dla 10-latka to już 3,5 godziny. Wyzwanie trudne, szczególnie zimą. – Dziecko powinno realizować swoje sportowe pasje, jednak na opiekunach ciąży obowiązek, by robiło to zdrowo, bez szkody i przeciążeń dla własnej postawy. Najmłodsi, którzy już mają z nią problem, nie mogą bez kontroli, bez uwzględniania tych deficytów, trenować asymetrycznych sportów: wspomnianego tenisa, piłki, nożnej, koszykówki, siatkówki. Te dyscypliny pogłębiałyby tylko nieprawidłowości, prowadząc do zaburzeń koordynacji ruchowej, a później do kontuzji. Oczywiście i na to jest rozwiązanie. Wystarczy przygotować odpowiedni trening ogólnorozwojowy i dziecko może uprawiać wybrany sport bez ograniczeń, być w nim mistrzem. Znów dochodzimy do konkluzji: wiedza i świadomość opiekunów są kluczowe.

Równie kluczowa jest zbilansowana dieta. Nie ma żadnej przesady w nawoływaniu osób promujących zdrowy styl życia do picia dziennie odpowiedniej ilość wody oraz do jedzenia, również każdego dnia warzyw i owoców. – Organizm dorosłego w 50 procentach składa się z wody, dziecka aż w 70 procentach. Najmłodsi są narażeni na duże ryzyko odwodnienia. Warzywa i owoce w menu są natomiast szczególnie ważne, m.in. na Śląsku. Zawierają antyoksydanty, neutralizujące zanieczyszczenia. W polskiej diecie brakuje też witaminy D. Warto ją suplementować, nawet latem, jeśli nie przebywamy na słońcu kilka godzin dziennie. W naszym klimacie, z niewielką liczbą pogodnych, ciepłych dni i z ubogą tradycją jedzenia ryb, bez kupowania tej witaminy w aptece raczej się nie obejdzie. Nieprawidłowe odżywianie wpływa na nasze komórki. Ich odporność na niekorzystne czynniki zewnętrzne, w tym przeciążenia związane ze złymi nawykami, sportem lub wręcz przeciwnie, z brakiem ruchu, zaczyna wtedy odbiegać od normy.

Skłonności genetyczne, niekorzystne dla zdrowia zmiany cywilizacyjne i niestosowanie zasad zdrowego stylu życia powodują, że dziś mnóstwo osób cierpi z powodu bólu stawów i kręgosłupa. Bywa, że nawet 10-letnie dzieci potrzebują artroskopii, czyli chirurgicznego leczenia stawów, a młode dziewczyny mają kompleksy z powodu zdeformowanych stóp. U dorosłych też obniża się komfort życia. Czasem radyklanie. – Miałam pacjenta: mężczyznę, który w wypadku stracił połowę pięty, później pracę i rodzinę. Dzięki wkładkom do butów jego życie wróciło do stanu sprzed feralnego dnia. Dziękował nam z drugą, piękną żoną. To oczywiście skrajny przypadek, ale pokazuje, że nawet w bardzo trudnych sytuacjach można próbować znaleźć rozwiązanie, analizując rożne aspekty życia pacjentów i uwzględniając liczne schorzenia towarzyszące, wpływające na możliwości motoryczne człowieka. Wkładki, którymi koryguję wady postawy, są „szyte na miarę”. Uwzględniają m.in. różne rodzaje płaskostopia, ostrogi piętowe, przeciążenia i konsekwencje urazów np. w sporcie, a nawet fakt, że kobieta często zakłada szpilki. Specjalnie wyprofilowane, uaktywniają odpowiednie mięśnie, pozwalając na wyrównanie ich napięć i dając poczucie komfortu podczas wysiłku. Dzięki zastosowaniu przez pacjentów wskazówek rehabilitacyjnych, opierających się na wiedzy, że ludzki organizm to wielki łańcuch zależności, z dużym sukcesem likwidujemy wady postawy. Wkładki indywidualne i  spersonalizowana rehabilitacja to świetna strategia. Musi być jednak połączona z edukacją pacjenta. Tylko takie, zintegrowane działania, dają wymierne i trwałe efekty – wyjaśnia Lucyna Wysocka.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud