Zakażony koronowirusem uratowany w Zabrzu - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Zakażony koronowirusem uratowany w Zabrzu

Gdyby nie przeszczep płuc, wykonany kilka tygodni temu w Śląskim Centrum Chorób Serca, dziś pogrążona w żałobie byłaby młoda kobieta, w zaawansowanej ciąży i jej trzyletni syn – żona i dziecko 45 – latka, zakażonego koronawirusem. Mężczyzna szybko wraca do zdrowia, wkrótce będzie w domu. I to jest świetna wiadomość. Gorsza jest taka, że za kilka lat podobnych przypadków – pacjentów potrzebujących transplantacji płuc, po przejściu COVID – 19 może być znacznie więcej.

- Przeszczepy płuc w ŚCCS są właściwie rutyną. Ten nie był, z oczywistych względów. Dzięki doskonałej pracy trzech szpitali: jednoimiennych w Tychach i Krakowie oraz naszego, zabrzańskiego zespołu udało się przeprowadzić awangardową operację. Dotąd, na świecie podobnych wykonano 4 lub 6. O precyzyjną liczbę trudno, bo w literaturze medycznej są rozbieżności. Niezależnie od tego, ile rzeczywiście ich zrobiono, nadal nie ma i pewnie jeszcze jakiś czas nie będzie standardów, schematów postępowania w takich przypadkach – wyjaśnia kardiochirurg Maciej Urlik z zespołu transplantacji płuc ŚCCS.

45 – latek najpierw był pacjentem szpitala w Tychach. Tam podłączono go do respiratora, ale mimo ostrej wentylacji organizmu – zwiększanego ciśnienia podawanego tlenu, jego płuca nie zwiększały  objętości. Zdecydowano o przetransportowaniu go do Krakowa i wszczepieniu ECMO, urządzenia do pozaustrojowego natleniania krew. Niestety, stan chorego się nie poprawiał, za to z każdym dniem rosło ryzyko powikłań – skutek uboczny zastosowania aparatury.

- Od półtora roku ratujemy transplantacjami życie również tych pacjentów, u których nagle wystąpiły poważne problemy w funkcjonowaniu płuc. Wcześniej kwalifikowaliśmy do nich tylko przewlekle chorych, m.in. na POChP, zwłóknienie. 45 – latek był kolejnym, u którego natychmiast trzeba było wykonać przeszczep. Alternatywą byłby pochówek. Ponieważ płuca nie leżą w szafie, ogromną zasługę w tym sukcesie mają koordynatorzy transplantacji. Gdyby nie ich zaangażowanie, nie udałoby się – dodaje Maciej Urlik.

Płuca pobrano od mężczyzny o wzroście równym pacjentowi ŚCCS. Niestety, i to była jedna z niespodzianek zaserwowana lekarzom przez COVID – 19, wirus spowodował zmniejszenie klatki piersiowej. Zanim narząd trafił do biorcy, lekarze musieli go przyciąć. – Przekonaliśmy się o tym podczas operacji. W płucach mężczyzny były zwłóknienia, niewkluczone, że skutek zakażenia. Ich degradacja była tak duża, że pacjent, bez przeszczepu, nie miałby szans na przeżycie. W ŚCCS, pod kierunkiem prof. Mariusza Gąsiora prowadzone są teraz badania nad zdrowotnymi konsekwencjami COVID -19 i ewentualnymi medycznymi potrzebami tych, którzy na niego zachorowali. Być może jedną z nich będą transplantacje płuc – tłumaczy Maciej Urlik.

45 – letni pacjent ŚCCS szybko wraca do zdrowia. Teraz największym wyzwaniem jest rehabilitacja, po 6 – tygodniowym leżeniu w łóżku. – Nieużywane mięśnie bardzo szybko zanikają. Także te oddechowe, dlatego  trzeba trenować nawet nowe płuca – dodaje kardiochirurg.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *