Więził, bił i straszył - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Więził, bił i straszył

Na karę 3 lat pozbawienia wolności oraz 5 lat zakazu zbliżania się do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 50 metrów został skazany 58-letni zabrzanin, który w październiku ubiegłego roku bezprawnie uwięził w swoim mieszkaniu 2 pracownice Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, groził im pozbawieniem życia, a także zaatakował je fizycznie. Dzięki uporowi i determinacji samych poszkodowanych, mężczyzna został aresztowany, a teraz również osądzony.

 

Do zdarzenia doszło w październiku ubiegłego roku na ul. Buchenwaldczyków. Pracownice przyszły na umówiony wywiad środowiskowy, bo 58-letni sprawca starał się o świadczenie socjalne. Okazało się, że jest pod wpływem alkoholu, więc kobiety odmówiły prowadzenia dalszych czynności. Mężczyzna wpadł w szał, zamknął drzwi na klucz, po czym zaczął je wyzywać, grozić, atakował nogą od stołu. Równocześnie zabraniał im wzywać pomocy, krzyczeć czy telefonować. Kobiety wysłały kilka alarmujących smsów do innych pracowników MOPR z prośbą o wsparcie. Ci zawiadomili policję i sami ruszyli na pomoc kobietom.  Im jednak udało się samodzielnie wydostać z mieszkania. Mężczyzna został zatrzymany, postawiono mu 4 zarzuty, a następnie aresztowano na 3 miesiące.

Przed sądem odpowiadał za przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego zaniechania prawnej czynności służbowej, bezprawne pozbawienie wolności i za lekkie uszkodzenia ciała. Poszkodowane pracownice MOPR występowały w sprawie w charakterze oskarżycielek posiłkowych. Dzięki ich wytrwałości doszło już do wydania, na razie nieprawomocnego wyroku skazującego. Mężczyzna trafił za kratki.

Zaraz po zdarzeniu zszokowani byli inni pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. – Zdarzały się czasem przypadki agresji słownej wobec naszych pracowników socjalnych, ale takiej sytuacji jak ta jeszcze nie było – mówił wtedy „Nowinom” Jacek Pankiewicz, zastępca dyrektora MOPR.  – Jesteśmy w szoku, zastanawiamy się, jak postępować w podobnych wypadkach. Mamy procedury bezpieczeństwa, do trudnych środowisk zwykle pracownicy chodzą dwójkami, do tego możemy prosić o asystę policjantów. Ale być może to za mało. Bo, jak się okazuje, ten zawód może być bardzo niebezpieczny.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *