Każdemu należy się druga szansa - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Każdemu należy się druga szansa

Był uzależniony od narkotyków, handlował heroiną, szefował gangowi motocyklowemu. Pod koniec lat 80 XX wieku przeżył przemianę duchową i założył wspólnotę religijną Shekinah Fellowship Church. Po podróży do Sudanu w 1998 roku, założył wraz z żoną fundację Angels of East Africa, zajmującą się ratowaniem dzieci z terenów objętych wojną domową, głównie w Sudanie Południowym i Ugandzie. Spisał swoje życie i doświadczenia w książce „Kaznodzieja z karabinem”, na podstawie której powstał film pod tym samym tytułem. Sam Childers w ubiegłym tygodniu był na otwartym spotkaniu w Łaźni Łańcuszkowej w Zabrzu. Przyjechał do Zabrza na zaproszenie Fundacji Pomost.

* Co dokładnie robisz w Arfyce, na czym polega tam działalność twojej fundacji?

30 lat temu nie umiałem czytać i pisać, byłem osobą uzależnioną od Alkoholu i narkotyków. Teraz prowadzę ośrodki i szkoły w Afryce, a moi ludzie codziennie wydają potrzebującym 12 tysięcy posiłków. Jeżeli mi się udało zmienić swoje życie, tobie też się uda. W Afryce prowadzimy teraz, jako fundacja, rozmaite przedsięwzięcia. Uczymy dzieci umiejętności i zawodów, by umieli sobie poradzić w życiu. W Ugandzie budujemy hotel w pobliżu parku narodowego, mamy obiekty szkoleniowe, firmy budowlane i ochroniarskie. Dajemy młodemu pokoleniu narzędzia, by w ten sposób zapewnić mu lepszą przyszłość.

* Wcześniej byłeś członek gangu motocyklowego, uzależniony od kokainy, heroiny i alkoholu. Skąd ta przemiana duchowa?

W latach 80 wdałem się w bójkę w barze, doszło do strzelaniny, było wielu rannych, sam prawie zginąłem. To chyba wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że nie chciałbym, żeby na moim nagrobku znalazł się napis: „Tu spoczywa Sam, który zginął w bójce w barze”, albo „został zastrzelony za handel narkotykami”. Powiedziałem: koniec. Uważam, że to jest najlepsze rozwiązanie w wypadku rozmaitych nałogów i uzależnień. Przez dwa lata pracowałem nad sobą. W końcu poszedłem do kościoła i oddałem życie Chrystusowi. Oczywiście, pewnie jest w życiu wiele innych sposobów na odniesienie sukcesu, ale uczciwie powiem  – mój przyszedł przez Jezusa.

* O co, twoim zdaniem,  w życiu warto walczyć, o jakie wartości?

Ja wierzę w dzieci. W Biblii jest taki fragment o dzieciach, które chciały przyjść do Jezusa, a uczniowie im tego zabraniali i odpędzali je. W końcu Jezus zainterweniował i powiedział „pozwólcie dzieciom do mnie przychodzić”. My też musimy przede wszystkim chronić dzieci, a przy okazji także powrócić do tej staromodnej moralności, która dokładnie określała, co jest dobre, a co złe. Wierzę też w świat, w to, że uda się go zrobić lepszym, jeżeli tylko tego chcemy. W USA mogłem spokojnie żyć całe lata, korzystając z pomocy społecznej. Ale nie chciałem. Zawsze wierzyłem, że jeśli chcę coś zmienić – mogę to zrobić. Jeżdżąc po świecie słyszę od ludzi, że tego nie potrafią. Ale to przecież proste. Przemyśl to wieczorem i od rana zacznij to realizować. Chcesz coś zmienić? Zrób to!

* Twoje życie to ciągła walka. Co daje ci siłę do działania, co sprawia, że nigdy się nie poddajesz?

Życie jest pełne rozmaitych wyzwań. Każdy z nas staje codziennie przed swoimi i stara się je podjąć. Moim zdaniem problem polega na tym, że często nie kończymy tego, co zaczęliśmy. Ja nie mam żadnego wykształcenia, 30 lat temu nie umiałem pisać i czytać, więc żeby cokolwiek osiągnąć, musiałem pracować znacznie częściej niż inni. Co mnie popycha do działania? Jak mówiłem, rozdajemy 12 tysięcy posiłków dziennie, ale wiem, że są dzieci, dla których wciąż tego jedzenia brakuje. To dla mnie powód, dla którego nie zamierzam zrezygnować. Chcę nakarmić wszystkich, którzy tego potrzebują.

* Skąd bierzesz środki na realizację swoich zamierzeń?

Nasze pierwsze projekty, na przykład rozdawanie moskitier, zaczynały się praktycznie bez pieniędzy, tylko dzięki determinacji współpracujących ze mną osób. Teraz prowadzimy 7 sierocińców, 7 szkół, rozpoczęliśmy budowę 8, wywierciliśmy 40 studni dla potrzebujących, prowadzimy łącznie 10 firm, codziennie pracuje dla nas około 420 osób. Pieniądze z naszych przedsięwzięć zasilają konto fundacji i stąd mamy środki do działania.

* Czy należy wyciągać rękę do osób uzależnionych czy też tych, wychodzących z więzień? Przecież tak naprawdę w pewnym sensie  sami są sobie winni.

Każdemu w życiu należy się druga szansa. Oczywiście, inna sprawa, że gdy ktoś wychodzi z więzienia, nie powinien być uzależniony. Najważniejsze, że taka osoba sama musi chcieć zmian. Na silę nie da się tego zrobić. Niekiedy mam wrażenie, że tracimy na kogoś czas i pieniądze, a i tak nic się nie zmieni. Ale… jak mówiłem, szansę każdy powinien otrzymać. I to dotyczy każdej sfery. Wszystko jest w naszych rękach. I głowach.

* Często pozujesz z bronią. Czy rozmaite wydarzenia, strzelaniny w szkołach w USA, nie odciągają cię od tej filozofii?

Oczywiście, broń może powodować problemy, ale zauważ, że w ostatnich latach w USA nie było masowej strzelaniny, spowodowanej przez osobę, która miała legalne prawo do posiadania broni. Zakaz nie jest więc żadnym rozwiązaniem, bo dziwnym trafem przestępcy i tak zawsze mają broń. Czy zresztą tych strzelanin jest aż tak dużo? W Australii mieszka mniej osób niż w Nowym Jorku, jest tam zakaz posiadania broni, a strzelanin jest więcej niż w USA. Oczywiście, mój filmowe określenie „Kaznodzieja z karabinem”, zobowiązuje, ale teraz realizuję je inaczej, szkoląc na przykład w Afryce wojsko i policjantów.

* Dlaczego pomagasz dzieciom w Afryce, a nie w USA?

W USA nikt nie chodzi głodny, chyba, że z powodu ewidentnych patologicznych zachowań rodziców. W USA nie ma też bezdomnych, chyba, że ktoś chce być bezdomnym. Co mam na myśli? Że jest sporo miejsc, które oferują noclegi dla bezdomnych, ale na przykład nie można korzystać z nich po alkoholu i narkotykach. Jeśli ktoś nie chce przestrzegać takich zasad, sam wybiera spanie na ulicy. W USA mało kto zdaje sobie sprawę z problemów, które codziennie dotykają ludzi w Afryce. To zupełnie inna skala. Uważam, że tam ta pomoc jest bardziej potrzebna.

* A co robisz w Polsce?

Wiele osób mnie o to pyta. Przyjeżdżam, mam sporo spotkań, takich jak to w Zabrzu, robię prelekcje w szkołach. Chcę również w Polsce opowiedzieć o możliwościach zmiany życia, wybierania swojej drogi. Nigdy nie mówię o przemocy, która dotyka osoby, mieszkające w Afryce, na terenach objętych wojną domową. Przemoc nie lubi Jezusa. Jeśli jestem z czegoś dumny, to z pomagania, ratowania dzieci, a nie z używania przemocy. Ale czasem nie da się od niej uciec. Pomyślcie, co zrobilibyście, gdyby ktoś w pobliżu gwałcił dziecko? Każdy ma wtedy wybór. Inna sytuacja. Kiedyś w afrykańskiej wsi usłyszałem krzyk. Krzyczała kobieta, której miano obciąć piersi. Mogłem uciec, mogłem zareagować. Co wy byście zrobili? Gdybyście uciekli – czy to byłoby dobrze? Ja wiem, że nigdy nie będę stał spokojnie z boku i patrzył, gdy obok krzywdzone jest dziecko lub inna bezbronna osoba. Wracając do Polski. Moja organizacja rozrasta się, potrzebuje coraz więcej osób do jej sprawnego funkcjonowania. Mam nadzieję, że pieniądze z firm będą zasilały fundusz mojej fundacji i pozwolą na jej utrzymanie przez wiele kolejnych lat.

* Na ile film „Kaznodzieja z karabinem” opowiada o twoim prawdziwym życiu?

Hollywood rządzi się swoimi prawami. Wiele rzeczy się nie zgadza, ale to nie ma znaczenia. Zależało mi tylko na pokazaniu zmiany mojego życia. Teraz powstaje druga część, która będzie bardziej oddawała rzeczywistość. Zresztą moje życie też się w międzyczasie zmieniło. Od 4 lat nie jestem już żonaty. Przez wiele lat uważałem, że jeśli ja mieszkam przez większość roku w Afryce, a żona w USA, to jest OK. Teraz już tak nie sądzę, żona powinna być obok męża. Nadal spędzam w USA 7 -8 tygodni w roku, mam tam dzieci i wnuki, ale tak naprawdę moja rodzina jest w Afryce. Śmieję się, że tam zawsze czeka na mnie kilkaset moich dzieci.

* Czujesz się człowiekiem spełnionym, człowiekiem sukcesu?

Każdy z was może być kim chce, ale musi to postanowić i potem zrealizować. Wiele osób mówi, że ja jestem człowiekiem sukcesu, bo napisałem książkę, jest o mnie film. Ale przecież jeszcze w latach 90. byłem człowiekiem straconym, uzależnionym od heroiny. Więc to najlepszy przykład, że jeśli chce się czegoś od życia – można to dostać. Można zrobić właściwie wszystko. Możecie wierzyć, w co chcecie. Ja odniosłem sukces, bo pomógł mi Chrystus.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud