Na książkę i czytanie patrzę tak samo - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Na książkę i czytanie patrzę tak samo

Miejska Biblioteka Publiczna nie tylko pożycza książki. W serii prezentującej zabrzańskie dzielnice ukazała się już piąta, o Mikulczycach. Kolejne są w planie. Które? Między innymi o tym mówi Natalia Wojtoń, zastępca dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Zabrzu.

Mikulczyce to dobry materiał na książkę? Tak samo dobry jak Kończyce, Biskupice, Pawłów i Rokitnica?

Mikulczyce, podobnie jak wcześniej opracowane dzielnice, były świetnym materiałem na książkę. Jestem przekonana, że udało się zebrać wspomnienia, które warto ocalić od zapomnienia. Poza refleksją historyczną, takie wydawnictwa wzmacniają świadomość własnej tożsamości i własnego dziedzictwa. To również dobra okazja do ukazania bogactwa, które nas otacza, z którego wyrastamy, które nas ukształtowało. Samo zaś zaangażowanie wielu ludzi ze środowisk lokalnych – mieszkańców poszczególnych dzielnic, w próbie ocalenia ważnych dla nich historii, postaci, wydarzeń, miejsc, świadczy o tym, jakim trafionym pomysłem jest cała powstająca seria.

„Nasze Mikulczyce” to piąta w serii publikacja prezentująca zabrzańskie dzielnice. Na warsztat bierzecie te, o których można barwnie opowiadać, czy planujecie opisanie wszystkich?

Nad wszystkimi dzielnicami nie możemy pracować równocześnie, opisywane są po kolei, bo o wszystkich można i trzeba barwnie opowiadać. Już trwają prace nad Makoszowami, po nich będą Grzybowice. Planowane jest wydanie opowieści o każdej z dzielnic Zabrza. To żmudne, ale bardzo wdzięczne zadanie. Na przykład: w najnowszej publikacji jeden z rozdziałów, noszący tytuł „Życiorysami pisane” zawiera blisko siedemdziesiąt historii, od czasów powojennych po współczesne. Opowiadają je m.in. prof. Krzysztof Nitsch, rzeźbiarz i wykładowca Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, Piotr Muschalik, artysta fotograf, Maria Kroczek, współzałożycielka chóru „Rezonans con tutti”. W ich relacjach pojawia się przywiązanie do Mikulczyc oraz przekonanie, że to wyjątkowe miejsce na Ziemi. Poza wspomnieniami znanych mikulczan, są rozdziały prezentujące historię dzielnicy, sięgającą początków XIV wieku, kościołów i szkolnictwa, natomiast na koniec lektury zapraszamy czytelników na spacer po dzielnicy. Pokazujemy charakterystyczne dla niej ulice, place i budynki. W publikacji udało się zgromadzić ponad sześćset fotografii i skanów archiwalnych dokumentów. By przygotować książkę, często bywaliśmy w domach mikulczan, siadaliśmy z nimi do stołu i wsłuchiwaliśmy się w ich zajmujące opowieści. Również i my mamy piękne wspomnienia związane z przygotowaniem tej publikacji.

A wydawałoby się, że spokojniejszej, bardziej siedzącej pracy niż bibliotekarz nie ma. Fakt, że ruszacie w teren, organizujecie imprezy to znak czasu? Dowód na to, że i wasze placówki zmieniają się, że coraz mniej przypominają miejsca sprzed kilkudziesięciu lat – pomieszczenia, wypełnione regałami, w których słychać było buczenie muchy?

Zmieniamy się. Chcemy, by nasze filie były postrzegane nie tylko jako wypożyczalnie książek, ale jako miejsca pełne wydarzeń około-książkowych. Mam na myśli spotkania autorskie, dla najmłodszych, dyskusje, promocje tytułów, proponowanie czytelnikom innych form spędzania czasu – z nami można uczyć się rękodzieła, a także uczestniczyć w organizowanych przez zabrzańską bibliotekę wydarzeniach: Nocy bibliotek, Odjazdowym bibliotekarzu.

No właśnie! A nie macie poczucia, że próby przyciągania czytelników to misja, której i Tom Cruise by nie sprostał? To znaczy taka z gatunku impossible? Polacy prawie nie czytają, tak od dawna mówią statystyki, więc efekty waszej pracy trudno dostrzec. To nie bywa deprymujące?

Nie zrażamy się. Konsekwentnie robimy swoje, by zmieniać te niedobre nawyki. Lepsze przyzwyczajenia zaszczepiamy najmłodszym – nieprzerwanie, od wielu lat oferujemy szkołom i przedszkolom lekcje biblioteczne. Staramy się również o to, by o czytaniu było głośno – w tym roku na kilka dni przed świętami, korzystając z dobrej współpracy z wydawnictwem Znak, przygotowaliśmy dla wszystkich zabrzan „Szopkę z książkami”, czyli świąteczny kiermasz, na którym zaprezentowano ponad pięćset tytułów z bogatej oferty wydawnictwa. Skorzystali ci, którzy go odwiedzili, bo książki były nawet z 50 – procentowymi rabatami.

Warunkiem tworzenia zabrzańskiej tradycji „Szopki z książkami” jest powodzenie tegorocznej?

Niekoniecznie, chociaż pierwsza spotkała się z dużym zainteresowaniem czytelników. To cieszy, tym bardziej, że 10 procent dochodu uzyskanego z ich sprzedaży został przekazany Zabrzańskiemu Kołu Towarzystwa Pomocy im. Brata Alberta na rzecz prowadzonych przez nie schronisk dla bezdomnych. Zwyczaje rodzą się powoli, bywa, że z umiarkowanym powodzeniem na początku. Trzeba czasu, by zagościły w świadomości mieszkańców. Jestem przekonana, że z roku na rok frekwencja będzie większa.

Czyli o jedną wymówkę, usprawiedliwiającą nieczytanie, mamy już mniej. Odpadają, przynajmniej czasem, wysokie ceny książek, podobno główny winowajca naszej narodowej niechęci do lektur.

Niestety, prawdą jest, że czytamy niewiele. Z raportu Biblioteki Narodowej z 2016 roku, dotyczącego czytelnictwa wynika, że jakąkolwiek książkę przeczytało tylko 37 procent Polaków w wieku co najmniej piętnastu lat, a tylko 10 procent przeczytało siedem lub więcej pozycji w ciągu dwunastu miesięcy. Winna jest kultura masowa, ale i nasz styl życia, ze stałym deficytem czasu. A przecież, by sięgnąć po literaturę, właśnie go potrzebujemy. A jeśli chodzi o pieniądze, nie trzeba ich wydawać, by czytać. Są przecież biblioteki.

Ponieważ pytałam, czy Mikulczyce są dobrym materiałem na książkę – a są – to będę konsekwentna i zapytam o zabrzan. Są dobrymi czytelnikami, są dobrym materiałem na czytelników?

Trudno o lepszą pułapkę w ocenie niż generalizowanie. Zabrzanie, jak wszyscy, mają różne zainteresowania i to one często decydują o ich czytelniczych wyborach. Staramy się, przez wspomniane akcje, by wśród naszych mieszkańców było jak najwięcej czytelników.

A propos czytelniczych wyborów. Są jakieś książkowe mody, trendy?

Znów warto przywołać Bibliotekę Narodową i jej szczegółowe badania. Wynika z nich, że są cztery społeczne wyznaczniki gustów czytelniczych: klasyczno – szkolny, gatunkowy, wydarzeń czytelniczych i młodzieżowy. Najciekawiej kwestia gustu i mody przedstawia się w grupie wydarzenia czytelniczego, gdzie np., na zwiększenie popularności jakiegoś tytułu ma wpływ to, czy o nim dużo się pisze i mówi lub to, że został zekranizowany.

Jesteście w stanie zaspokajać czytelnicze oczekiwania zabrzan? Choć zdarzają się okazję cenowe, to trzeba przyznać, że koszty poszerzania bibliotek są wysokie. Tych domowych i niedomowych.

Chcemy i staramy się je zaspokajać, bo wzrost poziomu czytelnictwa zależy od atrakcyjności księgozbioru. Na szczęście mamy na ten cel zapewnione pieniądze. Konieczne środki gwarantują władze samorządowe oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wspierają nas czytelnicy, ofiarowując książki. Biblioteka zdobywa pieniądze biorąc udział w ogłaszanych programach na dofinansowanie konkretnego projektu, w konkursach. W mijającym roku, sukces odnieśliśmy aż trzy razy, zdobywając w ten sposób, za każdy, kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale najważniejszy, podsumowujący te wcześniejsze jest taki, że z roku na rok przybywa nam nowych czytelników. Pewnie w części to zasługa wykorzystania nowoczesnych narzędzi do udostępniania księgozbioru. W bieżącym roku biblioteka wdrożyła nowoczesny program, dający czytelnikom wiele możliwości. Zmodernizowaliśmy naszą stronę internetową, mamy też w swojej ofercie coraz więcej e-booków, które wypożyczać można razem z czytnikami.

Kiedyś snobizmem było czytanie książek. Przynajmniej tak mi się wydaje. Dziś nadal można być czytelnikiem – snobem? Kolejny raz wracam do polskiego, według wszelkich statystyk, marnego stanu rzeczy. We Francji byłoby to trudne. W paryskim metrze, pasażerowie zaczytują się w kieszonkowych wydaniach powieści. U nas takiego widoku – powszechnego czytania – w autobusie i tramwaju raczej nie uświadczymy.

Na książkę i czytanie patrzę zawsze tak samo: to odrobina kultury, nie co bardziej wysublimowanej, dostępna każdego dnia dla wszystkich, którzy zechcą po nią sięgnąć.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud