Ze mną można pracować legalnie i bezpiecznie - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Ze mną można pracować legalnie i bezpiecznie

Szkolenia bhp dla Ukraińców to pomysł na biznes Krzysztofa Dudka, który od kilku miesięcy prowadzi już w Zabrzu ośrodek szkoleniowy Eskadra. Dzięki temu pomysłowi zajął on drugie miejsce w miejskim konkursie na najlepszy zabrzański biznesplan. Jak planuje rozwijać swoją działalność? Jakie nowatorskie usługi w niej wprowadza? 

Skąd wziął się pomysł na taką właśnie firmę?

Do tego pomysłu dochodziłem przez 52 lata, bo tyle obecnie mam. Zajmowałem się w życiu różnymi rzeczami. Jestem absolwentem Politechniki Śląskiej w Gliwicach, Wydziału Mechaniczno – Technologicznego, wcześniej byłem tokarzem, ślusarzem, frezerem, mechanikiem obróbki skrawaniem, spawaczem, próbowałem kształcić się w zakresie ruchu turystycznego, chciałem być przewodnikiem turystycznym, byłem też przez kilka lat dobrym handlowcem, sprzedawałem m.in. urządzenia techniczne. W każdej z tych działalności wiele się nauczyłem. Teraz swoje doświadczenia postanowiłem przekuć we własną firmę. Zarejestrowałem ją w listopadzie ubiegłego roku, między innymi ma ona obejmować tę działalność, którą zgłosiłem do konkursu na biznesplan.

Czyli szkolenia.

Tak. Szkolenia związane z uprawnieniami dozorowymi, uprawnieniami energetycznymi itd. Ale sam projekt miał pokazać, że jest na rynku nisza, w postaci szkoleń dla pracowników zza wschodniej granicy.

I to całkiem spora nisza. Niedawno Powiatowy Urząd Pracy podał, że w ubiegłym roku w Zabrzu pracodawcy wystąpili o zgodę na zatrudnienie 17 tysięcy Ukraińców. Tylko na terenie naszego miasta!

Ja też byłem zszokowany, gdy w ubiegłym roku usłyszałem, że w Polsce pracuje 1,2 miliona osób zza wschodniej granicy. Oczywiście, wśród tych osób część nie potrzebuje żadnych kwalifikacji i szkoleń, pracują w rolnictwie, albo sprzątają domy i mieszkania. Ale spora grupa pracuje w przemyśle ciężkim, maszynowym, w budownictwie. Na każdej większej budowie co najmniej 30 – 40 % pracowników jest z Ukrainy. Potrzebują uprawnień, by pracować w sposób legalny i bezpieczny. Ja organizuję dla nich szkolenia i przygotowuję ich do egzaminów, najlepiej jak potrafię. Warto jednak wiedzieć, że sukces na egzaminie zależy od wzajemnego zaangażowania. Ja angażuję się zawsze na 100%. Jeżeli po drugiej stronie zaangażowanie jest podobne, sukces jest murowany. A to gwarantuje kontynuowanie współpracy w kolejnych latach i tzw. marketing szeptany.

Przeciera Pan szlaki, nastawiając się głównie na pracowników z Ukrainy.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że tylko na nich. To tak, jakby powiedzieć, że da się żyć tylko na lodach. Trzeba opierać się na różnych grupach i rozmaitych działaniach, które powinny się zazębiać. Kieruję swoja działalność i do osób prywatnych i do firm.

Czyli ktoś przychodzi i chce mieć kurs spawacza, a Pan mu go organizuje?

Chciałbym, ale na razie na takie działania mnie nie stać. Nie chcę działać tylko na bazie marketingu, by łączyć poszukujących kursów z fachowcami, którzy mogą je zrobić i brać za to prowizję. Ja chciałbym robić pewne rzeczy od początku do końca, w sposób transparentny i uczciwy.

Czyli chce Pan te kursy prowadzić sam, osobiście?

Do pewnego momentu tak. Oczywiście, nie mogę wszystkiego robić sam. By napić się piwa, nie muszę być właścicielem browaru. Jeśli chcę prowadzić jakąś działalność i nie znam się na niej, ale mam na to jakiś pomysł, zatrudnię kogoś, kto wie, jak to zrobić, ale brak mu koncepcji do prowadzenia firmy. Mam uprawnienia do prowadzenia kursów bph i kursów dozorowych. Co mogę robić sam, robię sam. Ale na przykład nie mam uprawnień do kursów energetycznych i współpracuję w tym zakresie z jednym z ogólnopolskich stowarzyszeń, łącznie z organizacją egzaminów.

A jak to się stało, że postanowił Pan wziąć udział w konkursie na najlepszy miejski biznesplan?

Złożyłem wtedy papiery do PUP o dofinansowanie nowej działalności gospodarczej. I w tym samym czasie usłyszałem o konkursie. Biznesplan konkursowy był modyfikacją tamtych papierów, tylko trochę bardziej ukierunkowałem się w nim na pracowników z Ukrainy. Ale przyznam, że nie udałoby się to, gdyby nie żona, która codziennie dopingowała mnie i pytała, czy wniosek mam już gotowy. Ostatecznie to dzięki niej w terminie złożyłem papiery konkursowe, w ostatnim możliwym tygodniu.

Opłaciło się? Nie myślę tu tylko o nagrodach.

Nie przeliczam tego na złotówki. Drugie miejsce dodaje przede wszystkim zapału, motywacji.  Pamiętam, że przed kapitułą powiedziałem, że bardziej niż na rybie, zależy mi na wędce – pomocy od ludzi, którzy w tej dziedzinie umieją i wiedzą więcej ode mnie i mogą mi doradzić w rozmaitych kwestiach, związanych z prowadzeniem  firmy. Jestem wdzięczny za wiele mądrych słów i uwag, które usłyszałem, m.in. od przedstawiciela firmy Wichary Technics; doradził mi na przykład, by nie kupować własnego wózka widłowego, a raczej go wynająć. Dzięki temu obniżyłem koszty rozpoczęcia działalności. Gdybym go kupił, dziś mógłbym mieć problemy. Ważna jest też dla mnie nagroda towarzystwa ubezpieczeniowego – pakiet ubezpieczenia na cały czas prowadzenia firmy.

Działa Pan na rynku już pół roku. Jakie wrażenia nowego przedsiębiorcy?

W pierwszym miesiącu usłyszałem od żony pytanie, kiedy dołożę coś wreszcie do domowego budżetu… Dziś już dokładam, firma się spina, płacę zobowiązania. Wynajmuję pomieszczenia w Bumarze – Mikulczyce. Tam odbywa się część szkoleń, a część – w siedzibach klientów. Jadę tam, gdzie jest potrzeba. W sobotę do Dąbrowy Górniczej, w niedzielę – na cztery dni do Jeleniej Góry, gdzie przygotowuję grupę Ukraińców do egzaminu przed Urzędem Dozoru Technicznego. Moim celem jest pomoc ludziom, a przy okazji samorealizowanie się.

Jak szuka Pan nowych klientów?

Staram się robić to aktywnie.  Wiadomo, cena to nie wszystko, liczy się też jakość. Ale często liczy się pierwsze wrażenie, dziesięć pierwszych słów, zamienionych z klientem. Na szczęście przez lata byłem handlowcem, więc mam pewne doświadczenie i wiem, jak te słowa dobrać. Istotne jest, by to, co mówię, nie było grą, wyuczoną formułą, którą powtarza się po sto razy. To musi wyrażać mnie. Klient słyszy, czy to, co mówię, wypływa ze mnie, czy też odczytuję coś z kartki. Zwykle trzeba wykonać 80 – 100 telefonów, by zdobyć 2 – 3 potencjalne kontakty. To gigantyczna praca. Ale na dziś nie stać mnie jeszcze na zatrudnienie pracownika na etat.

W Zabrzu pracują nie tylko Ukraińcy. Słyszałem o pracownikach z Wietnamu, Indii. Czy jest Pan również na nich przygotowany?

Oczywiście, trzeba myśleć o tym i być przygotowanym na wszystko. Przecież gdyby połowa mieszkańców Zabrza była z Ukrainy, „Nowiny Zabrzańskie” miałyby zapewne dodatek po ukraińsku. Planuję m.in. w razie potrzeby, jeśli będzie taka potrzeba rynkowa, organizację szkoleń w języku angielskim. Ale do tego trzeba dobrze się przygotować.

A w dalszych planach?

Docelowo chciałbym wybudować własny ośrodek szkoleniowy. Na razie jednak mnie na to nie stać, a żona mówi, że za daleko wybiegam w przyszłość. Ale jeśli nie marzysz, nie myślisz do przodu, nigdy tego nie osiągniesz.

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud