Modelarza ogranicza tylko wyobraźnia - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Modelarza ogranicza tylko wyobraźnia

Magdalena i Andrzej Jakusowie prowadzą w Zabrzu jeden z największych stacjonarnych sklepów modelarskich na Śląsku i integrują środowisko modelarzy, organizując nocne spotkania i prowadząc modelarnię, służącą do wykonywania fascynujących modeli.

To biznes, który wyniknął z Pańskiej pasji?

AJ: Z pasji, oczywiście, ale do przekucia jej w biznes namówiła mnie żona. Modele sklejał mój ojciec, zresztą skleja modele do dziś i to on mnie zaraził tym zajęciem. Gdy zaczynał, modele kupowało się głównie na Zachodzie, w Polsce modelarzom pozostawały giełdy, targi, handel wymienny. Ojciec opowiadał, że niektóre modele obnosiło się wśród kolegów na osiedlu niemal jak relikwie! Po przemianach ustrojowych zaczęły się pojawiać pierwsze prywatne sklepy modelarskiej, istniały też dość dobrze zaopatrzone składnice harcerskie. W Zabrzu taka składnica funkcjonowała przy ul. Wyzwolenia. Tam zaopatrywali się zabrzańscy modelarze, ja sam tam często przesiadywałem. Modele można też było przez jakiś czas kupić na ul. Wolności w „Różowej Panterze”. Osiem lat temu z żoną pomyśleliśmy, by zacząć własną działalność z tym związaną. Zaczynaliśmy w domu, od sprzedaży wyłącznie internetowej, potem byliśmy firmą garażową, później przy ul. Pułaskiego, aż w końcu wylądowaliśmy w obecnej siedzibie, przy ul. Sobieskiego. Ale ten biznes cały czas się rozwija, wciąż są związane z nim nowe plany, nowe pomysły.

MJ: Klienci sami zrobili z naszej działalności internetowej sklep stacjonarny. Przychodzili do magazynu na ul. Pułaskiego, rozmawiali, wymieniali się doświadczeniami. To zmusiło nas do poszukiwania bardziej dostępnego lokalu, w którym można też ulokować modelarnię. I tak to teraz funkcjonuje.

Czyli poszliście w przeciwną stronę, niż większość handlowców, którzy zamykają sklepy stacjonarne na rzecz internetu.

AJ: Nie sądziliśmy, że działalność stacjonarna tak się rozwinie. I to w Zabrzu, które jest trudnym miastem dla rozwijania niszowych biznesów. Warto jednak podkreślić, że przyjeżdżają do nas modelarze z całego Śląska i Zagłębia. Bo my jesteśmy w stanie sprowadzić naprawdę poszukiwane i egzotyczne modele. Gdy zaczynaliśmy, większość modeli sprzedawaliśmy przez internet. Teraz zaczyna przeważać sprzedaż stacjonarna.

Przy współczesnym zalewie elektroniką, telefonami komórkowymi, komputerami modelarstwo wydaje się zajęciem z innej epoki, które dziś nie ma racji bytu.

MJ: Wbrew pozorom mam wrażenie, że ludzie, interesujący się podobnymi rzeczami, dzisiaj na nowo chcą się widzieć, spotykać, a nie tylko siedzieć przed ekranami komputerów i kontaktować się przez internet. I my wychodzimy naprzeciw takim oczekiwaniom.

AJ: Bo modelarze chcą się spotykać. Praktycznie w każdym miesiącu jest konkurs modelarski, jakaś giełda, ludzie jeżdżą, spotykają się, rozmawiają. Ale chcą mieć też na co dzień miejsce, do którego mogą przyjść i się zrzeszać. Na Śląsku mamy konkurs w Jaworznie, który odbył się kilkanaście dni temu, na przełomie marca i kwietnia jest konkurs w Bytomiu, jeden z największych w Polsce, odbywający się w hali sportowej na Skarpie, mniejsze konkursy są w Bielsku, w Katowicach, Nowym Targu. W ostatni weekend września w gliwickiej Arenie odbędzie się impreza „Polska w miniaturze”, głównie dla modelarzy kolejkowych. Na największe konkursy przyjeżdża nawet po kilka tysięcy modelarzy.

Jak wygląda taki konkurs?

AJ: Przywozi się wykonane własnoręcznie modele, które są oceniane z podziałem na kategorie sprzętowe – czołgi, samoloty, samochody, okręty. Prócz tego każdy model ma skalę, w której jest wykonany. Jest jeszcze podział na kategorie wiekowe. My zajmujemy się modelarstwem redukcyjnym, czyli modelami m.in. pojazdów, statków, samolotów, pociągów, ale i drzew, postaci i innych, pomniejszonych w skali. Np. skala 32 oznacza, że model jest 32 razy mniejszy od oryginału. Modelarz redukcyjny stara się jak najwierniej odtworzyć w swojej pracy oryginał, w miarę posiadanych możliwości i umiejętności. Wśród modelarzy redukcyjnych wyodrębnia się też grupa figurkowców, zajmujących się malowaniem figurek.

Ale przecież kupuje się gotowe zestawy modele! Więc wszystkie po sklejeniu są w miarę podobne.

MJ: Model to tylko podstawa. Do tego liczą się  dodatki, akcesoria, jakość wykonania. Często modele wkomponowane są w jakąś scenę, statek może tonąć, samolot lądować na drzewie. Wokół modelu można zrobić całą historię. Do tego modele mogą być zaprezentowane z całą dokumentacją jego budowy. Wtedy jest to bardzo ciekawa praca. Ponadto nie każda maszyna jest w stanie wyprodukować drobne detale np. pasy bezpieczeństwa w samolocie lub w samochodzie. I tu jest pole inwencji dla modelarza. Kiedyś robiło się je np. z puszek po piwie. Teraz kupuje się w tym celu dodatki, tzw. elementy fototrawione, w formie blaszek, które się wycina, maluje i dokleja do modelu. Im model jest dokładniejszy, tym lepiej jest oceniany w konkursach. A można też wszystko od początku do końca wykonać samemu, nie kupując gotowego modelu.

I co potem się z tymi modelami robi? Trzeba mieć jakąś wystawkę domową?

AJ: Wiele osób traktuje je niemal jak relikwie. Ale widzę też, że dają je w ramach prezentów, wymieniają się. Wiele modeli powstaje dla muzeów i innych instytucji.

W Zabrzu też stała na placu Wolności makieta sztolni, wykonana na zamówienie miasta.

AJ: Tak, zresztą wykonał ją mój przyjaciel Jurek Pocisk – Dobrowolski z Pollitechniki Śląskiej, który zrobił też m.in. makietę stadionu Górnika Zabrze. W Muzeum Górnictwa Węglowego i na kopalni Guido są modele maszyn górniczych, wykonane przez naszego klienta Darka Froncika.

Jacy ludzie zajmują się modelarstwem? Kto się tym interesuje? Czy to hobby głównie dla osób 40+?

MJ: Na pewno jest to hobby dla osób, które mają trochę pieniędzy do wydania, bo modele to nie są tanie rzeczy. Oczywiście, można kupić model za 300 zł, ale są i za 30 zł. Modelarstwo nie jest jednak domeną starszych panów. Są dzieci po 7 – 8 lat, które są stałymi klientami naszego sklepu, bo zainteresowanie często przechodzi z ojca na syna. A jak się kupi pierwszy model, to potem już jest z górki… Jest też coraz więcej kobiet w tym środowisku.

Manualnie to wymagające zajęcie?

AJ: Początkowo na pewno tak. Później, gdy człowiek wyrobi w sobie pewne nawyki – to już tylko czysta przyjemność.

Mają Państwo ambicję zrzeszania środowiska modelarzy.

AJ: Temu mają służyć nasze inicjatywy – nocki modelarskie, dwa razy w miesiącu czy na stałe działająca modelarnia przy sklepie, którą właśnie przygotowujemy. Najbliższa nocka, na którą zapraszam, odbędzie się 21 września. Planujemy też biblioteczkę dla modelarzy.

Czy następną inicjatywą będzie konkurs modelarski w Zabrzu?

AJ: Niewykluczone. Tyle, że na razie liczba imprez jest chyba wystarczająca. Bo sklejanie modelu może trwać nawet i kilka lat, więc modelarze muszą mieć trochę czasu, by przygotować eksponaty na kolejne konkursy. Szybciej można zorganizować wystawy tematyczne, które byłyby częścią większych imprez, na przykład przy okazji rocznicy wybuchu wojny, powstań śląskich. Niedawno na przykład Łódź zamówiła makietę getta łódzkiego z czasów II wojny. Tak naprawdę modelarza ogranicza tylko wyobraźnia.

Gdyby chciał Pan kogoś zachęcić do modelarstwa, jakich argumentów by Pan użył?

AJ: Modelarstwo pobudza wyobraźnię, można je wykorzystywać do zabawy, ale i do nauki. Uczy cierpliwości i pokory. Często współcześni rodzice narzekają, że ich dzieci są niecierpliwe, nie potrafią się skupić. To zajęcie tego właśnie uczy. Uczy też walki o swoje. Jeśli cos się nie uda – można to poprawić. A do tego dochodzą korzyści poboczne – wiedza historyczna, wiedza na temat maszyn i ich budowy. Znam osoby, które nie skończyły politechniki, ale ich wiedza np. o silnikach jest olbrzymia, bo czytają książki, artykuły na ten temat. Wiele osób korzysta z modelarstwa jako formy terapii, szczególnie po wylewach, udarach, gdy trzeba poprawić zdolność manualną. Na Zachodzie modelarstwo jest wykorzystywane wśród byłych żołnierzy do leczenia syndromu pola walki. To również znakomita rozrywka towarzyska. Możliwości jest ogrom.

MJ: Cierpią tylko żony. Mężowie podbierają im cążki, pilniki do paznokci, żele, lakiery, patyczki. I mimo, że w szafkach stoi często 20 rodzajów kleju, na pytanie, czym można skleić buty, mąż odpowiada – nie, do butów to nie mam żadnego.

AJ: Bo modelarstwo uczy też kombinowania. Można kupować drogie dodatki i materiały albo szukać ich tańszych odpowiedników. Popularny jest np. zmywacz do paznokci czy sidolux do konserwowania, używane są też lakiery do włosów.

Dzieci załapały już modelarskiego bakcyla?

MJ: Starszy syn, który ma 7 lat, już tak. Młodszy ma dopiero 2 lata, więc jeszcze nie. Zaczęło się od kolejki, tato przyniósł mu ją do zabawy, ale potem… mówił, by syn nie ruszał, bo jeszcze zepsuje.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud