Naszym celem jest silna Rada Miasta - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Naszym celem jest silna Rada Miasta

Wynik Lepszego Zabrza w wyborach samorządowych był zaskoczeniem dla wielu obserwatorów zabrzańskiej sceny politycznej. O tym, co radni z tego stowarzyszenia chcieliby zmienić w Zabrzu opowiada lider i kandydat na prezydenta LZ, Kamil Żbikowski.

Jak po dwóch miesiącach oceniasz wybory samorządowe?

Było kilka zaskoczeń. Staraliśmy się metodycznie podchodzić do sprawy od kilku lat, obserwować, co dzieje się na zabrzańskiej scenie politycznej, jak wypada konkurencja, a jak – potencjalni sojusznicy. Wiele czasu i uwagi poświęciliśmy rozmowom z tymi ostatnimi, w nadziei na zbudowanie silnego komitetu, który mógłby powalczyć o zwycięstwo w tych wyborach. W końcu wystartowaliśmy samodzielnie, ale wzmocnieni o wielu społeczników, których udało nam się namówić do dołączenia do nas. I… z naszego wyniku jesteśmy zadowoleni. Zakładaliśmy optymistycznie, że możemy mieć nawet pięciu radnych i do takiego rezultatu niewiele nam zabrakło. Skończyło się na trzech miejscach w radzie, ale to i tak więcej, niż od nas oczekiwano.

Szczególnie, gdy porównamy to choćby z wynikiem PiS-u, potęgi politycznej w skali kraju.

Odczuwam satysfakcję z wyprzedzenia tej formacji w wyścigu prezydenckim oraz w jednym z okręgów w wyborach do rady. Z drugiej strony pozostaje frustracja, że duże partie nadal otrzymują znaczne poparcie z tytułu obecności w mediach ogólnopolskich, w oderwaniu od faktycznych zasług kandydatów dla lokalnej społeczności. Pozycjonujemy się jako ruch miejski, środowisko, w którym jest miejsce i dla osób o poglądach lewicowych, i centrowych, i prawicowych. Wiem, że odbieramy wyborców zarówno Skutecznym dla Zabrza, którzy są formalnie ruchem niepartyjnym, jak i partiom typu PiS czy KO. Chcieliśmy uzmysłowić mieszkańcom, że warto wybrać pozapartyjną opcję chcącą nowoczesnych zmian w mieście. Mieliśmy nadzieję, że niezależnie od wyniku wyborczego uda nam się nakłonić pozostałe opcje do uwzględnienia postulatów z naszego programu.

Mieliście bardzo pozytywną kampanię – mało ataków na kontrkandydatów, skupienie się na swoim programie. Sporo osób w mieście doceniło to.

Zrobiliśmy to świadomie. Stwierdziliśmy, że do świadomości wyborców lepiej docierać, mówiąc, jak chcemy zmieniać Zabrze, a nie – dlaczego. Szczególnie, że polityczna konkurencja mocno atakowała rządzących. Skupienie się na swoim programie dało dobry efekt. Nie chcę komentować stylu kampanii największych konkurentów, bo każdy wyborca mógł sobie wyrobić o nim zdanie.

Byłeś zawiedziony, że to nie Ty wszedłeś do drugiej tury wyborów prezydenckich?

Staram się być realistą i wiedziałem, że to będzie bardzo trudne, biorąc pod uwagę choćby środki finansowe, jakie miały do dyspozycji poszczególne komitety. Dysproporcja w tej materii była ogromna. Ale patrząc na efektywność wydanych pieniędzy, możemy być zadowoleni z tego, jak udało nam się przekuć nasze zasoby na wynik. Oceniając obiektywnie, mój rezultat w wyborach prezydenckich był nadspodziewanie dobry, ale jednak był porażką, bo nie pozwolił na udział w drugiej turze i zakładaną przez nas zmianę polityki miasta. Do drugiej tury zabrakło stosunkowo niewiele, bo tylko 6,9 punktu procentowego. Być może wystarczyłoby zaangażowanie dodatkowych środków na promocję czy skorzystanie z profesjonalnej pomocy na zapleczu kampanii. Szkoda, bo z naszych analiz wynikało, że jako bezpartyjny kandydat z dorobkiem społecznym i przemyślanym programem miałbym realne szanse w drugiej turze. Wyciągniemy wnioski i uzupełnimy braki w kolejnych wyborach.

Co działo się zaraz po wyborach? Podjęliście w ogóle jakieś rozmowy z Koalicją Obywatelską i Kukizem w sprawie stworzenia większościowej koalicji w Radzie Miasta?

Było wiele pól do porozumienia. Wiadome było, że decydujące znaczenie mają wybory prezydenckie, że tak naprawdę od ich wyniku zależy konstruowanie większości w RM. Gdyby wygrała kontrkandydatka, koalicja w Radzie mogłaby wyglądać całkiem inaczej. My deklarowaliśmy już po pierwszej turze, że nie będziemy wchodzić w formalne koalicje, ale że będziemy wspierać działania zgodne z naszym programem, a krytykować i blokować te, które są z nim sprzeczne. Rozmawialiśmy ze wszystkimi opcjami, które wprowadziły swoich przedstawicieli do Rady Miasta. Obu obozom walczącym w drugiej turze zależało na naszym poparciu, oba są nam jednak zbyt odległe w podejściu do polityki. Po wyborach, mimo rozmaitych wcześniejszych deklaracji zwycięskiej strony, niewiele się zmieniło, choć liczyliśmy, że obecna władza będzie potrafiła trochę oddać pola…

Czyli – podzielić się władzą.

Nie wiem, czy widziałeś choćby podział stanowisk przewodniczących komisji w radzie. Rządząca większość rozdzieliła wszystko, co mogła, wśród swoich, ledwie dwie komisje oddano radnym z Koalicji Obywatelskiej, bo zabrakło już własnych radnych do ich zagospodarowania.

A jak układa się współpraca na opozycji? Jakie były kulisy wyborów przewodniczącego i wiceprzewodniczących RM? Jaki był cel wystawiania własnych kandydatów, skoro nie umówiliście się z innymi ugrupowaniami na ich poparcie?

Naszym celem jest silna Rada Miasta, która może być realnym partnerem i przeciwwagą dla prezydenta. Efektem tego może być konstruktywna współpraca między władzą ustawodawczą i wykonawczą, w której rada jest faktycznie miejscem namysłu nad przyszłością miasta, a nie tylko teatrem korzystającym z wcześniej napisanych scenariuszy. Z tego powodu wyszliśmy z propozycją do KO, by wsparli naszego kandydata na przewodniczącego. Oprócz tego mieliśmy dwie obietnice w sprawie poparcia naszej kandydatury przez pojedynczych radnych z pozostałych grup. Argumentowaliśmy, iż kandydat KO, nawet przy naszym poparciu, nie miałby żadnych szans na większość głosów, z powodu animozji na ogólnopolskiej scenie politycznej. Oni jednak się uparli, stanęli na stanowisku, że wygrali wybory, więc im się należy. Ostatecznie i KO, i my wystawiliśmy osobnych kandydatów, co okazało się posunięciem jedynie symbolicznym. Jeszcze dziwniej radni KO zachowali się przy obsadzie pozostałych stanowisk w prezydium rady, obiecawszy mi osobiście w pełnym gronie swoich 9 przedstawicieli, że poprą naszego kandydata na wiceprzewodniczącego. Po głosowaniu okazało się, że dostał on tylko 5 głosów, z czego 3 od naszych własnych radnych. Z prostej matematyki wynika, że co najwyżej 2 radnych KO go poparło, a jednocześnie co najmniej 4 przedstawicieli tego klubu wsparło kandydata Skutecznych. Zostaliśmy wystawieni do wiatru, a opozycyjność naszego teoretycznego partnera została postawiona pod znakiem zapytania.

 

 

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud