Nowe życie Starego Cmentarza - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Nowe życie Starego Cmentarza

Ożywić cmentarz. Brzmi paradoksalnie, ale właśnie taki plan ma Fundacja opiekująca się tym, który nazywany jest Starym. Nekropolia, przy ulicy Wolności, naprzeciw kościoła pw. św. Andrzeja została założona w 1899 r. Od ponad 40 lat nikt nie spoczął tu na wieki. A przywrócić cmentarz do życia znaczy ponownie otworzyć go dla umarłych.

- Pomysł, by zająć się nim dojrzewał we mnie długo. I jak zazwyczaj bywa zdecydowały względy osobiste. Są tu pochowani moi pradziadkowie, dziadkowie mojego taty, Florentyna i Marcel. Najpierw przychodziłem, by dbać o ich grób. Większa determinacja do działania pojawiła się momencie, gdy uświadomiłem sobie, że poza mną i moją krewną nikt nie przyjedzie do pradziadków – opowiada Kamil Wloczka, założyciel Fundacji Stary Cmentarz.

Nieformalnie, bez wpisu do sądowego rejestru zaczęła funkcjonować w sierpniu 2014 r., a z osobowością prawną, co symboliczne, od 3 listopada 2016 r. Od tego czasu niewiele się zmieniło w  sposobie jej działania. O swoim istnieniu nie pozwala zapomnieć za pośrednictwem mediów społecznościowych oraz jesiennych, Europejskich Dni Dziedzictwa. Niestety, nie przybyło też osób zaangażowanych w opiekę nad cmentarzem. Wciąż można je policzyć na palcach obu dłoni. – Jesteśmy fundacją, działamy pro publico bono, bez wynagrodzenia. Potrzebujemy znaczenie więcej chętnych, by porządkować teren oraz by prowadzić archiwalną kwerendę. Do tej drugiej, 50 byłoby optymalnie. Cmentarz, gdy postanowiłem się nim zająć wyglądał jak łąka. Wielu grobów nie było widać. Teraz regularnie go sprzątamy,ale to i tak zbyt mało, by wyglądał jak należy. Zdarza się, że podczas prac porządkowych zapełniamy 2 kontenery. Szukamy firm chcących włączyć się w nasze działania w  ramach wolontariatu pracowniczego. To jedna z możliwości realizowania społecznej odpowiedzialności biznesu – opowiada Kamil Wloczka.

Znacznie większe zainteresowanie nekropolia budzi we Wszystkich Świętych i podczas Dni Dziedzictwa. – Około 20 proc. zidentyfikowanych grobów jest odwiedzana. Byłem zaskoczony, że wśród nich jest ten, Gerharda Erma, młodego mężczyzny, zmarłego w latach 30. W tym przypadku zdziwiła mnie jeszcze jedna rzecz. Tablica na nagrobku jest wykonana ze szkła. Przetrwała ponad 80 lat, choć inne z trwalszych materiałów nie.

Zwiedzający cmentarz, podczas Dni Dziedzictwa najczęściej chcą wiedzieć, czy leży tu ktoś znany, a z ocalałych napisów wysnuwają wniosek, że są to przede wszystkim Niemcy. – Odpowiadam, że Leonardo da Vinci tutaj nie spoczął, a ci którzy zostali pochowani są katolikami. Najbardziej irytuje mnie druga uwaga, bo zdradza, że wypowiadający ją nie zna przedwojennej specyfiki Zabrza. Miasto było tyglem, w którym, poza katolikami byli ewangelicy i żydzi oraz ludzie 3 narodowości: Polacy, Niemcy i Ślązacy.

Za swoją wielokulturowość, jak wszędzie w Polsce, po 1945 r. Zabrze zapłaciło wysoką cenę. Horror tamtych czasów, w skrócie sprowadzający się do rozstrzygnięcia kwestii: kto wystarczająco jest Polakiem, by zostać w mieście, nie ominął również cmentarza. – Określenie horror jest całkowicie na miejscu. Cień podejrzenia o niemieckość oznaczał deportację. Do mieszkań osób, na których padło pukały „lotne brygady”. Od razu trzeba było porzucić dotychczasowe życie, przenieść się do obozu wysiedleńczego  i czekać na wyjazd za zachodnią granicę. Ślady przeszłości, bo przecież większość Zabrza przed wojną należała do Niemiec, były pieczołowicie usuwane. Dochodziło do absurdalnych sytuacji. Kopalnie protestowały, bo nakazywano im niszczenie dokumentacji technicznej. A polskiej nie było. Nie odpuszczono nawet umarłym. Na cmentarzu ruszyła akcja skuwania niemieckich inskrypcji. Zostawiano tylko imię i nazwisko oraz datę urodzenia i śmierci. Drażnił nie tylko język, znienawidzony przez nową władzę, ale również charakterystyczna, gotycka czcionka. Terror był tak wielki, że część rodzin pochowanych na cmentarzu, z obawy o represje, sama niszczyła nagrobki.

Ponure, powojenne czasy demolowały nekropolię, później, przez wiele lat dzieła dopełniali złodzieje. W tym przypadku nieuczciwi kamieniarze. – Większość grobów wygląda podobnie: są obramowane kamiennymi płytami, z mniej lub bardziej okazałą główną, z inskrypcjami. I właśnie te drugie zabierano. W zakładzie kamieniarskim wystarczyło zetrzeć oryginalne napisy i wyryć nowe. Dwie odnalazłem po drugiej stronie ulicy Wolności, na terenie dawnego browaru Sauera, tam gdzie teraz stoi Lidl. Kiedyś był tam właśnie zakład kamieniarski.

Mimo trudnego losu, na Starym Cmentarzu ocalało 150 z 850 grobów.  – Chcielibyśmy zidentyfikować wszystkie, dlatego m.in. tak bardzo potrzebujemy wolontariuszy, gotowych na wertowanie starych dokumentów, prasy. Niestety, księga cmentarna, która powinna być u św. Andrzeja zaginęła, choć nekropolia, nieprzerwanie, od czasu swego powstania należy do parafii. Została zamknięta decyzją Wojewódzkiej Rady Narodowej w 1972 r. Prawdopodobnie planowano poszerzenie jej kosztem ulicy Wolności.

Od daty zamknięcia ważniejsza jest jednak data ostatniego pochówku. Na Starym odbył się w 1968 r., a  zgodnie z przepisami fitosanitarnymi cmentarz umiera po 40 latach od tej chwili. Inaczej rzecz ujmując: traci swoją funkcje grzebalną. Od kilku lat jest plan, by przywrócić go do życia. Plan kontrowersyjny, bo o śmierci niewielu chce rozmawiać. Kamil Wloczka nie tylko jest na to gotowy, ale marzy o ogólno zabrzańskiej dyskusji. – Przy Fundacji działa Rada Programowa, składająca się z wykładowców Politechnik Śląskiej. Wspólniez proboszczem parafii, ks. Arkadiuszem Kinelemzastanawiamy się nad przyszłością cmentarza. Mnie najbardziej przekonuje wizja ponownego oddaniu go do użytku. Mogłaby tam powstać aleja zasłużonych, takie zabrzańskie Powązki. Myślę, że byłby doskonałym miejscem spoczynku dla Janoscha i mam wrażenie, że sentyment autora bajek do naszego miasta jest tak duży, że zgodziłby się. Choć parafia administruje już 3 cmentarzami, to w najbliższych latach może być potrzeba uruchomienia kolejnego.  Ten mógłby być wyjątkowy. Zostawilibyśmy 150 starych grobów, a nowe musiałyby być historyzujące, czyli nawiązywać wyglądem do zachowanych. Powstałby katalog wzorów i tylko z niego można byłoby wybierać warianty nagrobków.

Czy tak się stanie? Czy Stary Cmentarz ma szansę na miano prestiżowej, działającej nekropolii? Nawet temat dyskusji jest trudny. Dla niektórych nie do zaakceptowania. – Swój bonus, za pracę na jego rzecz już otrzymałem. Rafał Tylenda, który pomaga w pracach archiwalnych, natknął się na ogłoszenie o otwarciu sklepu kolonialnego w 1910 r. Jego właścicielką była moja prababcia, Florentyna. Działał w istniejącej do dziś kamienicy, przy ulicy Niedziałkowskiego 15, wybudowanej w 1905. Nikt z rodziny o tym nie wiedział.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud