Prestiż zawodu nauczyciela podupadł - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Prestiż zawodu nauczyciela podupadł

Trwa ogólnopolski strajk nauczycieli, w Zabrzu protestuje około 1100 nauczycieli. O lokalnym zasięgu mówi Jolanta Jaskółka, prezes oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Trwa trzeci tydzień strajku nauczycieli. Proszę opowiedzieć o tych dniach, które już za nami.

Przeszliśmy wszystkie etapy sporu zbiorowego, łącznie z referendum, by umożliwić pracownikom oświaty wypowiedzenie się w sprawie strajku. Adresatem naszych postulatów jest rząd, ale prawo jest tak skonstruowane, że w poszczególnych szkołach procedurę sporu zbiorowego kierujemy do dyrektorów. Wszystkich placówek w Zabrzu, w których organem prowadzącym jest miasto, jest 91. Ale są też takie, które prowadzi marszałek województwa. Do sporu włączyło się 89 placówek; jak wspomniałam, wcześniej przeprowadziliśmy w nich referenda, tylko w jednej placówce było ono nieważne, bo uczestniczyło w nim mniej niż 50% zatrudnionych. W 5 placówkach pracownicy nie chcieli strajku. Ostatecznie więc strajk dotyczy 83 placówek, z czego w 82 przypadkach są to szkoły i przedszkola miejskie. W ostatnim tygodniu marca wysłaliśmy informacje do dyrektorów, by mogli przygotować się na planowany 8 kwietnia protest.

Ile placówek ostatecznie zastrajkowało?

W sumie 79. Cztery placówki nie przystąpiły do strajku, ale w każdej chwili mogą to zrobić, bo mają do tego prawo. Wśród strajkujących jest placówka całodobowa. Jedna ze szkół specjalnych zawiesiła akcję po 3 dniach, ze względu na specyfikę placówki. Zamiast czynnego protestu strajk odbywa się tam w sposób bierny. Obecnie w strajku czynnym bierze udział 75 placówek.

Czy na czas ubiegłotygodniowych egzaminów gimnazjalnych protest został zawieszony?

Nie, na czas egzaminu nikt ze strajku nie zrezygnował. Podkreślam, że my walczymy o wszystkich pracowników oświaty. Liczba protestujących zmienia się, ale oscyluje między 1700 a 2000 osób. W pierwszym dniu, według naszych danych, było to 1955 osób.

Miasto na początku strajku podawało, że protestuje około 1600 osób.

Na pewno było ich więcej, to wynika z naszych codziennych raportów. Różnica może brać się z liczenia etatów – niektórzy nauczyciele pracują w kilku szkołach, mają dzielone etaty. Liczę się z tym, że w kolejnych dniach liczba strajkujących będzie spadać. Strajkując, niczego nie tracimy prócz wynagrodzenia; ale nie ukrywajmy, że dla wielu osób to ważny argument. Nawet jeśli nas popierają, sytuacja życiowa może zmusić ich do zaprzestania akcji zaraz po kilku dniach.

Takie informacje mamy z kilku placówek – że szczególnie pracownicy obsługi w wielu miejscach odstępują od strajkowania. Ze względu na pieniądze, które mogą stracić.

Byliśmy tego świadomi, sama wielokrotnie mówiłam to ludziom – by rozważyli wszystkie plusy i minusy, by dołączyli na tyle dni, na ile mogą. Proszę też, by nikogo nie obrażać, nie piętnować za odstąpienie od strajku, proszę o zachowanie godności. Postulat jest jeden – 1000 zł podwyżki dla wszystkich zatrudnionych w szkołach i placówkach, ale finansowanie poszczególnych pracowników pochodzi z dwóch źródeł. Pracownicy pedagogiczni otrzymują wypłaty z subwencji rządowej, pozostali – z budżetu miasta. Zresztą od lat mówimy, że w tej materii też potrzebne są zmiany; uważamy, że całkowite płace pedagogiczne nie powinny być płacone z subwencji, tylko finansowane bezpośrednio z budżetu państwa.

Jak twierdzi Wydział Oświaty, pracownicy niepedagogiczni dostali podwyżki w marcu.

To nie były podwyżki, tylko regulacje, zresztą przeprowadzone na wniosek związków zawodowych. Ale kwoty, które pracownicy dostali, kształtują się w bardzo różny sposób… w wielu przypadkach nie są zbyt wysokie.

Niektóre miasta m.in. Warszawa, rozważają wypłaty dla strajkujących nauczycieli z miejskiego budżetu. Choć pojawiają się głosy, że byłoby to złamanie dyscypliny finansów publicznych. Jak jest w Zabrzu?

Decyzja o rozpoczęciu strajku była dla nas bardzo trudna. Mówiłam o tym na spotkaniu z dyrektorami oraz z radnymi. Prosiłam też o rozważenie wypłaty dla strajkujących z budżetu miasta. Usłyszałam, że nie ma na to zgody w mieście, choć mamy opinię prawną, która umożliwia podpisanie porozumień pomiędzy pracodawcami (dyrektorami) a związkami zawodowymi. Ostatnie spotkanie na sesji Rady Miasta dało nam możliwość, aby zwrócić się jeszcze raz do zarządzających naszym miastem. Mamy nadzieje, że nasz głos miał znaczenie. Zastanawiamy się teraz, jak pomóc najbardziej potrzebującym, biorącym udział w proteście. Mamy placówki, które deklarują, że wytrzymają, nawet parę tygodni. Bo wierzą w sens tego protestu i wiedzą, że inaczej się nie da. Czas pikiet i manifestacji w weekendy w Warszawie, gdy nikogo nie ma, gdzie nikt nie chce rozmawiać, nie ma już sensu.

Gdy strajk się zaczynał, z sondaży wynikało, że popiera go zdecydowana większość Polaków. Teraz jest ich coraz mniej.

To normalne – ludziom strajk zaczyna doskwierać w codziennym życiu. Docierają do nas różne sygnały. Wiele jest pozytywnych słów, gestów wsparcia itd. Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że na końcu strajk zawsze pośrednio dotknie naszego wychowanka. A my nie strajkujemy przeciwko nim. Jednym z powodów strajku, może mniej artykułowanym, jest brak ostatecznego uporządkowania systemu oświaty. Zostawmy to, co dobre, popracujmy nad tym, co kuleje, a nie grzebmy w nim ciągle na nowo. Bo na razie ten system jest zupełnie niewydolny.

Ale jednak głównym powodem strajku są pieniądze. I tu rząd przedstawił dosyć czytelne i, wydawać by się mogło, korzystne propozycje.

My też jesteśmy elastyczni i skłonni do rozmów, zgadzamy się, że te 1000 zł, o które walczymy, a w tej chwili 30% wzrostu płac, nie musi być jednorazowo. Padła już z naszej strony propozycja, że można podzielić to na dwie części. Ale rząd szachuje nas i opinię publiczną godzinami, wytykając nam ciągle 18-godzinny tydzień pracy. Co zresztą też nie jest prawdą, bo choćby w przedszkolach nauczyciele pracują 25 godzin, bibliotekarze w szkołach – 30 godzin. Nie chcę powtarzać o sprawdzaniu klasówek, przygotowywaniu się do lekcji, popołudniowych konsultacjach, konferencjach. Ale oczywiście, o zmianach pensum, właściwych warunkach pracy, też można rozmawiać, jeżeli pójdą za tym konkretne pieniądze, bez obarczania samorządów.

Jak ten strajk się zakończy? Bo teraz mam wrażenie, że rząd wziął Was na przeczekanie. Święta za pasem, zaraz majówka, egzaminy jakoś się toczą…

Tu znowu jest spychologia. Centralna Komisja Egzaminacyjna mówi, że egzaminy to nie jej sprawa, tylko dyrektorów. Pojawiają się dodatkowe pieniądze na zatrudnianie osób w komisjach egzaminacyjnych, namawia się część emerytowanych nauczycieli do pracy w charakterze wolontariuszy. Tyle, że nauczyciele przygotowując się do roli członka Komisji Egzaminacyjnej odbywają kilkugodzinne szkolenia, a teraz okazuje się, że może być nim praktycznie każdy. Nikt nie myśli o odpowiedzialności, o konsekwencjach. Oddajemy dzieci pod opiekę osób, o których nic nie wiemy, nie przedstawiają nawet zaświadczeń o niekaralności.

Sytuacja jest kryzysowa, a to wymaga działań niekonwencjonalnych.

To wytrąca nam trochę argumenty z ręki. Ale mimo to musimy wierzyć, że rozpoczną się wreszcie konkretne rozmowy i obie strony dojdą do porozumienia. Bo chcę podkreślić, że walczymy nie tylko o pieniądze, ale o swoją godność, o szacunek. Nie jesteśmy przeciwko dyrektorom, samorządom, rodzicom czy uczniom. Zależy nam na lepszych warunkach pracy. Nie możemy zakończyć protestu z niczym. Przed laty, gdy dziecko szło do szkoły, rodzic podkreślał – masz szanować nauczyciela. Co pani powiedziała, było święte. My odgrywamy olbrzymią rolę w wychowaniu młodego człowieka. Ale szacunek musi wypływać z wszystkich stron, to wyzwanie dla całego, obecnego społeczeństwa. Nauczyciele uczą, wychowują, zarażają pasją. I to oni zderzają się z brakiem szacunku. Nie tylko dla nauczycieli. Dla kogokolwiek!

Można powiedzieć, że prestiż zawodu nauczyciela podupadł?

Trochę tak, zresztą widać, że młodzi ludzie nie garną się do pracy w szkołach. Im się to nie opłaca. Ten obraz jest przygnębiający. Co prężniejsi nauczyciele się przebranżawiają, odchodzą językowcy, osoby uczące przedmiotów zawodowych, informatycy. Z drugiej strony – uczniowie mają wiele przykładów, że nie trzeba wcale ciężko pracować, nie trzeba rano wstawać do pracy, by jakoś się żyło. I potem takie wzorce wprowadzają często w swoje życiu. A naszym zadaniem jest pielęgnować w młodych ludziach pasje, podnosić samoocenę i budować ambicje.

Dziękuję za rozmowę.

DARIUSZ CHROST

***

Zabrzański oddział Związku Nauczycielstwa Polskiego zrzesza 1052 członków. Jolanta Jaskółka kieruje nim od 2014 roku. Wcześniej pracowała jako nauczyciel.

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud