Prezenty to nie wszystko! To może być przyjaźń na całe życie - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Prezenty to nie wszystko! To może być przyjaźń na całe życie

Ta historia od początku była bajkowa – mała zabrzanka znalazła balony z przyczepionym listem od innej małej dziewczynki, wysłanym z miejscowości oddalonej o ponad 400 km od Zabrza… I, jak w każdej bajce, i tu finał okazał się niezwykły – dziewczynki – i ta z Czech, która wysłała list i ta z Zabrza, która go znalazła, spotkały się w połowie grudnia, poznały, polubiły i… ich rodzice planują już kolejne spotkanie, być może w najbliższe wakacje. To od początku był zbiór  niesamowitych przypadków. Zabrzanka Patrycja Olsza była w poniedziałek, zaraz po Święcie Niepodległości, wczesnym popołudniem, na spacerze z 9-letnią córką Kamilą i psem. Normalnie byłyby w pracy i w szkole, ale akurat wtedy kilka dni wcześniej ustalono dzień wolny od pracy. Spacerowały po polach w Mikulczycach, na końcu ulicy Zwrotniczej. – Nagle córka z daleka zauważyła w trawie coś kolorowego. Były to dwa balony z przyczepioną do nich kartką. Na kartce był list do Pana Jezuska z prośbą o świąteczne prezenty, od 4-letniej Aniczki z miejscowości Broumy w Czechach. To ponad 400 km od Zabrza! – opowiadała nam wtedy Patrycja Olsza. – Moja córka od razu wymyśliła, że musimy wysłać tej dziewczynce prezent świąteczny z Zabrza. Napisałam o tym niezwykłym zdarzeniu na jeden z zabrzańskich grup na Facebooku. W organizację akcji od razu włączyły się „Nowiny Zabrzańskie”. Jako pierwsi napisaliśmy w gazecie o tej niezwykłej historii, o której w ciągu następnych kilku dni, za pośrednictwem m.in. Wiadomości, Teleexpresu, Superexpresu usłyszała cała Polska. Ale początki akcji nie były proste. Z jednej strony już po kilku godzinach odezwali się pierwsi chętni do pomocy przy zbiórce prezentów dla małej Czeszki. Dziewczynka marzyła przede wszystkim o zabawkach związanych z filmem „Kraina lodu”. Chciała dostać skarpetki z Anną i Elzą, sukienki do ziemi w kolorze fioletowym i niebieskim, pluszaki związane z tą bajką, lodowy zamek Arendelle, a także szminki i kosmetyki dla dzieci, miniaturowy tor wyścigowy, trąbkę, koparkę, skateboard. Z drugiej – nikt nie znał dokładnego adresu i nazwiska dziewczynki, więc wysłanie jej prezentu nie wydawało się takie łatwe. Ale od czego jest internet, Facebook i tym podobne wynalazki! Dzięki niesamowitej parze zabrzan, mieszkających w Pradze, Dominice i Michałowi, udało się nawiązać kontakt ze strażakami z tej miejscowości, a potem za ich pośrednictwem z rodzicami dziewczynki. Informacji było coraz więcej – że puszczanie balonów to wieloletnia tradycja w tej miejscowości, że puszczają je dzieci, a całość organizuje lokalne stowarzyszenie. Do akcji włączyła się niezawodna zabrzańska Fundacja Piastun – Wyrównywanie Szans, która koordynowała zbiórkę zabawek dla dziewczynki. Wtedy wydawało się, że fundacja weźmie też na siebie wysłanie paczki do Czech. Jednak, im dłużej trwała akcja, tym bardziej jej uczestnicy nabierali przekonania, że trzeba osobiście zawieźć te prezenty i doprowadzić do spotkania obu dziewczynek. Do wymarzonych przez czeską dziewczynkę prezentów dochodziły też inne, jak choćby rysunki, które namalowały dzieci z klasy Kamilki, ze Szkoły Podstawowej nr 26 w Mikulczycach. Zestaw gadżetów z Zabrza dołożył też Urząd Miejski. – Marzę, by te prezenty dotarły do tej dziewczynki, napiszę jej swój list i kupię jej kolorowego pluszaka – mówiła wtedy mała Kamilka jednej z telewizji i dodawała, że jej marzeniem jest spotkać się z małą Czeszką. „Nieraz trudno uwierzyć, że takie historie zdarzają się w rzeczywistości. Nakręceni medialnymi kampaniami od razu zastanawiamy się, czy to aby na pewno możliwe, czy takie dziecko w ogóle istnieje  i czy nie stoi za tym jakaś akcja promocyjna. Trzymamy kciuki, by tym razem faktycznie chodziło o sprawienie przyjemności malutkiej dziewczynce” – napisała o akcji jedna z ogólnopolskich gazet. A jednak! Ostatecznie 9 grudnia ekipa z Zabrza pojechała do miejscowości Broumy. Nie była to wizyta niespodziewana, pierwsze spotkanie obu dziewczynek odbyło się w tamtejszym Urzędzie Gminy, w obecności starosty Perta Jirki. Pomogli też zabrzanie z Pragi, Dominika i Michał, którzy przyjechali do Broumów, by tłumaczyć rozmowy między uczestnikami tego niezwykłego spotkania. -  Puszczanie balonów to zwyczaj, który obchodzimy od 12 lat, z okazji święta świętego Marcina. Wcześniej też był, ale listów nie przyczepiało się do balonów, tylko dawało je za okno. Całość organizuje lokalny klub Matysek, który założyły mamy, chcące robić coś kreatywnego dla swoich dzieci. Obecnie realizują one rozmaite projekty edukacyjne. Dzieci piszą o prezenty nie tylko dla siebie, ale dla całej rodziny, łącznie z babciami i dziadkami. Balony wypuszczane są z naszego boiska, na którym odbywa sie z tej okazji impreza – Św. Marcin  przyjeżdża na koniu, rozdaje dzieciom czekoladowe cukierki. Balony zazwyczaj lądują gdzieś w pobliżu, za górką. Pierwszy raz zdarzyło się, że dotarły tak daleko, ponad 400 km i że ktoś się w związku z tym do nas odezwał. To tym bardziej niesamowite, że u nas w ten dzień nie było wiatru, a list Aniczki był za ciężki i balon nie mógł go udźwignąć. Dlatego właśnie doczepili do niego drugi. Niesamowite! Równie zdziwiona była mama dziewczynki. -Gdy zadzwonili strażacy i mówili, że to w sprawie balonu Aniczki, byliśmy przejęci i wystraszeni. Nikt nie miał pojęcia, co się stało, zastanawialiśmy się, czy może spowodował jakieś szkody, przyczepił się do samolotu albo co… Potem stresowaliśmy się waszym przyjazdem, zresztą cała miejscowość tym żyła, bo napisały też o tym czeskie gazety, a my nie wiedzieliśmy, jak się sprawy potoczą. Wyszło fajnie, więc teraz mogę już zająć się przygotowywaniem do świąt – uśmiechała się Anna, mama Aniczki. Jak mówi, to za dużo prezentów dla jej rodziny i na pewno podzielą się nimi z potrzebującymi rodzinami. Z przebiegu akcji zadowolona też była Sandra Przednowek – Zając, prezes zabrzańskiej Fundacji Piastun – Wyrównywanie Szans. – To od początku wydawało mi się niesamowite i choć na co dzień zajmujemy się głównie pomocą osobom potrzebującym, nie mogliśmy przejść obok tej wzruszającej historii. A widok tych dziewczynek, które nie mówiły przecież w swoich językach, ale od razu nawiązały kontakt, był bardzo wzruszający. Cieszę się, że mogliśmy w tym uczestniczyć. O wzruszeniu mówi też Patrycja Olsza. – Z całego wyjazdu pamiętam najbardziej ten moment, gdy musieliśmy już  się pożegnać. Aniczka z mamą wychodzą z nami przed dom. Wymieniamy się zaproszeniami na kolejne odwiedziny, obiecujemy podtrzymywać kontakt. Wsiadamy do samochodu, machamy przez szybę. Kiedy ruszamy, Aniczka zrywa się do biegu, lekko się potyka, ale dalej biegnie za samochodem, machając rączką. Ten widok, ta wzruszająca chwila na długo zostanie w naszej pamięci… Dla Kamilki była to cudowna przygoda, nauka tego, że warto zrobić coś, by uszczęśliwić drugie dziecko, że warto pomagać, że warto być dobrym. My, rodzice jesteśmy z niej bardzo dumni. Co ważne, ta pozytywna historia będzie prawdopodobnie miała swój ciąg dalszy. Dziewczynki, które poznały się i polu biły w tak  niezwykłych okolicznościach, będą miały okazje kontynuować tę znajomość, mimo dzielącej je odległości. Są już zaplanowane kolejne spotkania obu rodzin, bo dla obu  było to bardzo ważne wydarzenie.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud