Gdy spotkamy w lesie dzika... - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Gdy spotkamy w lesie dzika…

Dzikie zwierzęta podchodzą wprost do naszych podwórek i trzeba przyznać, że sami je do siebie zapraszamy. Jak uchronić się przez tymi zwierzętami? Co zrobić, gdy spotkamy, niekoniecznie w lesie, dzika? Mówi Piotr Kornas, którego firma zajmuje się zabezpieczaniem miasta przed dzikami na terenach zabudowanych.

* Co robicie, gdy przychodzi zgłoszenie o dzikach w pobliżu budynków mieszkalnych?

Dziki są niebezpieczne, więc na każdy sygnał jak najszybciej staramy się reagować. Odyniec na widok człowieka raczej ucieknie, bardziej trzeba uważać na lochę prowadzącą młode. Najlepiej spokojnie wycofać się, bez krzyków i pisków. Jeżeli jest taka możliwość, próbujemy je wyłapać do specjalnych klatek i przewieźć na najbliższe tereny zalesione. Niestety, ciekawskich do oglądania klatek i dokarmiania dzików nawet z ręki nie brakuje. Moi pracownicy obsługujący klatki uwolnili kiedyś w Szombierkach z jednej z nich chłopca, który z ciekawości wszedł do środka i się tam zatrzasnął.

W jakich dzielnicach Zabrza problem jest największy?

Najwięcej interwencji mamy na Helence, która przylega do lasu między Bytomiem a Zabrzem. Codziennie wysyłamy w tamten rejon prewencyjne patrole. Co pewien czas koła łowieckie w tym rejonie organizują polowania. Gdyby nie one, dzików byłoby znacznie więcej. Jednak dziki mogą pojawić się wszędzie. Dzik nie siedzi w miejscu, on migruje, przemieszcza się, trudno nad jego trasami zapanować. Przeszkodą dla niego w Zabrzu jest np. autostrada A1, która jest swoistą tamą dla zwierząt i odgraniczyła to przemieszczanie się.

No właśnie. Jedną z metod zapanowania nad rosnącą populacją dzików są polowania. Te jednak nie zawsze dochodzą do skutku. Dwa ostatnie zostały zablokowane przez ekologów.

Rzeczywiście, ekolodzy zablokowali dwa zaplanowane polowania, podczas których koło łowieckie Orzeł planowało zredukować liczbę dzików w rejonie Helenki. Proszę pomyśleć – dziki rozmnażają się nawet 2 – 3 razy do roku, a locha jest w stanie urodzić jednorazowo nawet do 10 warchlaków. Polowania są koniecznością i nikt nie robi tego z pasji zabijania zwierząt. Przy organizacji pracuje sztab ludzi, są ogłoszenia, mnóstwo przygotowań. A potem grupka osób mieniących się ekologami blokuje to. Mam informację, że w blokadach brali udział również mieszkańcy Helenki, którzy z dzikami mają największe problemy. Nie rozumiem takiego postępowania. Tych ludzi nie interesuje, że robimy to dla dobra i bezpieczeństwa mieszkańców. W takich sytuacjach nie eskalujemy napięcia, nie szarpiemy się, odchodzimy i zawiadamiamy policję i Straż Miejską, a także miejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego.

Na czym polega Wasze zabezpieczanie miasta i jego mieszkańców przed dzikami?

Robimy, co tylko się da, reagujemy na wszelkie sygnały mieszkańców. Wysyłamy patrole prewencyjne. Współpracujemy z kołami łowieckimi. Jednak muszę powiedzieć, że część kłopotów mieszkańcy sami sprowadzają na siebie.

W jaki sposób?

Przede wszystkim dokarmiając dziki. Często można zaobserwować osoby, które na skraj lasu wynoszą chleb, buraki, gotowane ziemniaki. To najgorszy pomysł, jaki może być. Dzik, gdy raz zje coś w takim miejscu, będzie stale do niego wracał. Jeśli więc mogę coś doradzić – absolutnie nie można dokarmiać tych zwierząt. Do tego warto dokładnie zamykać śmietniki, a ich otoczenie pozostawiać czyste, bez żadnych resztek. Trzeba tego pilnować, wszystko, obierki, odpadki kuchenne, wrzucać do odpowiednich pojemników. A niedawno widziałem kobietę, która z balkonu bloku na Helence rozrzucała jedzenie. Tego robić absolutnie nie można. Tymczasem resztkami jedzenia interesują się nie tylko dziki, ale i np. lisy.

Pana Firma zajmuje się tylko dzikami?

Na terenie Zabrza tak. W innych miastach, z którymi współpracujemy, przyjmujemy też zgłoszenia dotyczące jeleni, lisów i innych dzikich zwierząt.  Nie dalej jak w zeszłą środę w Bytomiu ratowaliśmy jelenia, którego poroże zaplątało się w przydomowe ogrodzenie. Staramy się w takich wypadkach uwolnić zwierzę i puścić je wolno. Chyba, że zostało ranne, wtedy przewozimy je do specjalistycznego pogotowia w Mikołowie.

Niedawno dzwonił do nas czytelnik, który mieszka w pobliżu lasu w Rokitnicy. Proponował odgrodzenie tego terenu od zabudowań metalowym płotem.

Tego nigdzie się nie robi. Jeśli ktoś mieszka w pobliżu lasu, musi liczyć się z tym, że dzika zwierzyna będzie go odwiedzać. Albo powinien zabezpieczyć się tak, by tego nie robiła. A gdy przyjeżdżamy na takie interwencje, najczęściej widzimy dziury w płocie, przegniłe ogrodzenia. Niestety, osoby mieszkające w pobliżu lasu same muszą zadbać o swoje bezpieczeństwo swojej posesji. Ogrodzenie musi skutecznie zabezpieczać dom. Tego miasto za nich nie zrobi.

Co powinien zrobić ktoś, kto w pobliżu swojego domu czy bloku zauważy dziki?

Najlepiej powiadomić Straż Miejska lub Centrum Zarządzania Kryzysowego. A oni od razu przekazują takie informacje do nas. A my postaramy się skutecznie rozwiązać problem.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud