Zabrzanin na Spitsbergenie - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Zabrzanin na Spitsbergenie

W ubiegłym roku relacjonowaliśmy podróż zabrzanina, Bartka Droźdźala, samochodem do Mongolii. Wraz z czterema innymi osobami przejechał ponad 26 tysięcy kilometrów, odwiedził po drodze 7 krajów, pokonał 12 przejść granicznych i po blisko trzymiesięcznej podróży wrócił już do Polski. Trasa przebiegała z Zabrza, przez Ukrainę, Rosję, Kazachstan do Uzbekistanu, potem przez Tadżykistan, Kirgistan do Mongolii, potem przez Syberię nad Bajkał I przez Rosję do Polski. W lipcu zabrzanin planuje kolejną niezwykłą podróż. Razem z przyjaciółką Olą wybiera się latem do serca Arktyki – na Spitsbergen.

„Latem dnia i nocy nie rozdziela tu ciemność. Słońce nigdy nie chowa się za widnokręgiem, a płynące wolno dni zlewają się w jedno. Podświadomie oczekiwana noc nigdy nie nadchodzi, a ludzkie organizmy czują wieczne zagubienie. Czy jeszcze trwa „dziś”? Czy może jest już „jutro”? I czy w ogóle taki podział ma tutaj sens?” – napisali podróżnicy na stronie poświęconej wyprawie.

- Zamierzamy odwiedzić archipelag Svalbard, by eksplorować jego największą wyspę, czyli Spitsbergen. Miejsc takich, jak Spitsbergen, jest na Ziemi coraz mniej. Również w Arktyce prędzej lub później skończy się czas polarników i swobodnych podróży przez bezkresne pustkowia. Chcemy zobaczyć jedno z ostatnich miejsc na naszej planecie, gdzie to natura dyktuje warunki życia, a człowiek może jedynie podporządkować się im i żyć w symbiozie z otaczającą go przyrodą. Spróbujemy zrozumieć jak to możliwe, że ludzie zakochują się w tym położonym na krańcu świata kawałku lądu i decydują się porzucić wygodne życie w najróżniejszych zakątkach globu, by zamieszkać tam, gdzie przez większą część roku zalega śnieg, a lodowaty wiatr z północy bezlitośnie smaga twarz. Tym, co jesteśmy w stanie zrobić, aby jak najdłużej zachować tak wyjątkowe zakątki naszej planety, jest utrwalenie ich piękna i dzielenie się nim.  Planujemy przygotowanie obszernej dokumentacji fotograficznej i filmowej – opowiada Bartek.

Plan podróży jest prosty. Podróżnicy, przez Londyn i Oslo, planują dotrzeć samolotem do stolicy całego archipelagu – Longyearbyen. Tam zmieniają środek transportu i statkiem dotrą do Barentsburga, dawnej radzieckiej osady górniczej, dziś niemal całkowicie opuszczonej. A stamtąd… idąc 5 dni pieszo przez pustkowia chcą wrócić do stolicy. Po drodze chcą spać w chatach traperskich, bo nastawiają się, że będzie surowo, chłodno i mało przyjaźnie. Latem temperatura na wyspie wynosi średnio 5 stopni. – Droga nie wydaje się długa, to około 80 kilometrów, 15 kilometrów dziennie. Ale są fragmenty przez bagna, są lodowce, nie ma dróg, nie ma ścieżek. I gdy ruszymy, nie będzie już odwrotu.

Co ważne, w podróży konieczna jest… broń palna. – To warunek konieczny, by można było opuścić stolicę. Wniosek o jej wypożyczenie musi na miejscu podpisać gubernator. Do tego flary i naboje hukowe. Wszystko po to, by odstraszyć polarne niedźwiedzie – tłumaczy B. Drożdżal.

Organizacja wyprawy jest dosyć kosztowna. Podróżnicy postanowili zebrać część środków za pośrednictwem portalu PolakPotrafi. Można tam znaleźć ich projekt pod hasłem Arctic Vagabond. Tak samo nazywa się ich profil na Facebooku.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud