Nasz zabrzański Pan Samochodzik - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Nasz zabrzański Pan Samochodzik

Tomasz Kuchta pomyślał, że trzeba mieć jakąś pasję. Na przykład kolekcjonowanie modeli samochodów. Pomysł przyszedł mu do głowy w końcówce lat 90., gdy w prezencie od kolegi otrzymał replikę ciężarówki. Laik powiedziałby „żółty samochodzik”. Ale nie zabrzanin, od najmłodszych lat miłośnik motoryzacji.

- Kiedy w odwiedziny przychodziły do nas inne dzieci, chował samochody. W ten sposób miał pewność, że nikt mu ich nie zniszczy – wspomina Krystyna Kuchta, mama Tomasza. To, co udawało się w dzieciństwie w dorosłym życiu już nie wyszło. – Kiedyś zostawił na półce jeden model. Sądziłam, że specjalnie, by dziewczynki mogły się nim bawić. Były małe i szybko go zniszczyły. Na szczęście teraz, po kilkunastu latach odnaleźliśmy ten sam, w supermarkecie. Od zniszczonego różni się tylko kolorem. Poprzedni był czerwony, ten, który na nas czeka jest w pięknym melicznym, niebieskim kolorze. Zapłaci za niego Gosia. Jest dwie minuty młodsza od Ani. Korzysta z programu 500+ więc stać ją na wyrównanie strat – żartują Krystyna i żona Tomasza, Bożena. W mieszkaniu kolekcjonera, w starym domu w Biskupicach wiele zostało podporządkowane modelom aut. Skapitulować musiały m.in. buty, eksmitowane z półek, do innych własnoręcznie wykonanych przez Tomasza. Te, które wcześniej zajmowały idealnie nadawały się do eksponowania kolekcji, składającej się z 390 eksponatów. – Wiele zawdzięczam miłości do motoryzacji. Właściwie to nawet żonę. Jako kawaler miałem motorower, ogara. Znaliśmy się z widzenia, któregoś dnia Bożena spieszyła się na lody. Było tuż przed godz. 17.00, a o godz. 17.00 zamykali sklep. Zaproponowałem, że ją podwiozę. Później sprawy potoczyły się same. Jeszcze przed ślubem, dostałem od niej model dogde vipera. Kupiła go w sklepie z zabawkami – wspomina kolekcjoner. Żadna z kobiet w domu Tomasza, a są aż cztery: mama, żona i córki bliźniaczki nie narzeka na nadmiar modeli. Od zawsze było jasne, że to pasja Tomasza, na którą nie ma mocnych. Dlatego panie, z własnej inicjatywy też odkurzają kolekcję. Te modele, które nie są opakowane, w ochronie przed kurzem, czyszczone są pędzelkiem. Chodzi o to, by pielęgnacja była delikatna i precyzyjna. Ale w biskupickim mieszkaniu samochody zdobią nie tylko ściany przedpokoju. Są i takie, które mają użytkową funkcję. Przy wejściu wisi lampa w kształcie porsche, na półce stoi radio – sportowy samochód, a w witrynie, pośród filiżanek stuletnie, porcelanowe autko, ozdoba stołu, z solniczką, pieprzniczką i pojemnikiem na musztardę. Jak wielka jest pasja zabrzanina, można przekonać się naocznie. Nawet na zdjęciach z dzieciństwa zazwyczaj pozuje na różnych pojazdach: rowerze, samochodzie napędzanym pedałami i motorynce. Ta ostatnia to prezent komunijny. – Kiedy miał 8 miesięcy, od wujka dostał rower, produkcji ZSSR. Ponieważ był zdecydowanie za mały na jakąkolwiek jazdę, przynieśliśmy go do domu, owinięty w koc. Nie chcieliśmy jego widokiem razić sąsiadów – mówi Krystyna Kuchta. Do roweru Tomasz dorósł jednak bardzo szybko, w wieku 3 lat. Pierwsza próba zakończyła się zderzeniem z murem, za to kolejne były już udane. – Zawodowo też jestem związany z motoryzacją. Pracuję jako kierowca. Mam ogromny sentyment do fiatów. Moimi pierwszymi samochodami były oczywiście maluchy. Miałem 3. Później kupiłem 2 duże fiaty, 2 cinquecento i 2 uno. Tym ostatnim jeżdżę teraz. Dałem za niego grosze, jest świetnie utrzymany, zapala od razu. Lubię również skody. Stale żałuję, że nie mamy polskiego samochodu. Gdyby się pojawił i gdyby było mnie na niego stać, chętnie bym nim jeździł – mówi. Z osobami takimi jak Tomasz Kuchta, zakręconymi na jednym punkcie, zawsze jest o jeden problem mniej. Nie trzeba się zastanawiać się nad prezentem, który sprawiłby im radość. W przypadku zabrzanina to oczywiście modele samochodów. Na tegoroczny Dzień Ojca od córek dostał model upolowany w okienku pocztowym. – Wcześniej też był to dla mnie najlepszy upominek. Wciąż mam mercedesa 408 safari z 1979 roku. To wierna kopia oryginału. Dostałem go od rodziców, mama wydała na niego pół renty. Ma kompletne wyposażenie. Wewnątrz jest rozkładane polowe łóżko, a w skrzyniach umieszczonych na dachu są m.in. działający minilewarek, 2 krótkofalówki z wyciąganymi antenami, strzelba. Wszystko wykonano z metalu, więc jest niezwykle trwałe. Autem można sterować za pomocą pilota – opowiada. Dziadek i tata Tomasza byli cukiernikami. Pierwszy prowadził „Kryształową”, przy ulicy 3 Maja, drugi miał cukiernię w Biskupicach. Syn nie odziedziczył po nich talentu do słodkości. Lepiej wychodzi mu gotowanie od pieczenia. Jest za to spora szansa, że duch motoryzacyjny w rodzinie Kuchtów, mimo braku męskiego potomka, nie zginie. Gosia widzi się za kierownicą. Ania i ich mama, Bożena zdecydowanie nie. –  Z natury jestem spokojny, nawet na drodze. Nie wygrażam blondynkom popełniającym błędy za kółkiem. Jeśli się zdarzyło, to niezwykle rzadko. Według mnie, umiejętność prowadzenia samochodu to nie kwestia płci, ale indywidualnych predyspozycji. Kobiety też je mają – tłumaczy. Kolekcja Tomasza Kuchty warta jest około 8, 10 tys. zł. To oczywiście tylko szacunki, bo nie jest na sprzedaż. – Są modele, których raczej nigdy nie kupię, bo trzeba byłoby za nie zapłacić 1 tys. zł. Teraz mam na oku model volkswagena golfa 1, do sklejenia. Będę miał świetne zajęcie na jesienne wieczory.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud