Biegiem wokół Mont Blanc - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Biegiem wokół Mont Blanc

Zabrzanin Tomasz Tomczyk z powodzeniem wystartował w sierpniu w biegu CCC, wokół masywu Mont Blanc. Dystans – 101 kilometrów i 6100 metrów przewyższeń – robi wrażenie. Zabrzanin jednak już w przyszłym roku zamierza go pobić. Do tego wspiera też początkujących biegaczy jako tzw. pacemaker.

* Skąd pomysł biegania wokół Mont Blanc?

Zaczynając przygodę z biegami ultra, człowiek nie  orientował, w czym można wziąć udział. Dopiero z czasem wchodząc w to środowisko, dowiedziałem się o tym biegu, skali trudności, no i o jego popularności w środowisku biegaczy ultra. Pomyślałem, że warto podjąć się tego wyzwania. Sława tego biegu powoduje, konieczne jest losowanie, bo chętnych było 5 tysięcy, a limit zawodników – 2100 osób. Niekiedy chętni czekają latami na swój udział, więc trzeba naprawdę mieć szczęście.

* 101 km dla zwykłego zjadacza chleba to kosmiczny dystans. Da się do tego jakoś przygotować?

Dla przeciętnego Kowalskiego może to i kosmiczny dystans, ale ja przygotowywałem się do niego sukcesywnie, małymi kroczkami, biegając na coraz dłuższych dystansach. Już w styczniu dowiedziałem się, że szczęście się do mnie uśmiechnęło w losowaniu. Wiedziałem, że mam prawie 7 miesięcy na przygotowania, ułożyłem plan treningowy, wszystkie starty poprzedzające ten bieg traktowałem jak przygotowanie. Ostatnim sprawdzianem dla mnie był udział w biegu Chojnik, rozgrywany w czerwcu na dystansie 102 km, o sumie przewyższeń ponad 5000, co pozwoliło mi na stworzenie zarysu strategii na CCC. Generalnie każdy bieg różni się od siebie, bo pomimo podobnych dystansów charakterystyka i trudność trasy zależy od gór, przez jakie wiedzie trasa biegu. Inaczej biega się w Beskidach a inaczej np. w Tatrach. W CCC część trasy przebiega przez szczyty o wysokości ponad 2500 metrów. To tak, jakby kilkukrotnie wdrapać się na Rysy! Organizator ostrzegał, że temperatura w wyższych partiach w nocy może sięgać 0 stopni.

* Opowiedz o samym biegu.

Start miał miejsce z włoskiego miasta Curmerier o godz. 9 00. Zawodnicy puszczani byli na trasę grupami, w zależności od numeru startowego. Ja startowałem w ostatnich grupach, przez co na wąskich i niebezpiecznych odcinkach musiałem czekać w kolejkach biegaczy i nie mogłem rozwinąć skrzydeł. Pierwsze 10 km od razu wiodło na szczyt o wysokości ponad 2500m. Po 30 km zepsuła się pogoda i przez resztę trasy towarzyszyły nam opady, co pogarszało warunki na trasie. Mój plan zakładał czas poniżej 20 godzin, a limit tego biegu wynosił 26 godzin. Nie obyło się również bez problemów. Już po przekroczeniu linii startu zresetował mi się zegarek i nie chciał złapać sygnału GPS, przez co byłem zdezorientowany, gdyż na podstawie zegarka określałem położenie i dystans, dzięki czemu miałem odpowiednio rozkładać siły. Kolejnym problemem była czołówka, która przestała działać podczas biegu. Na szczęście w sprzęcie obowiązkowym wymagana była zapasowa. Mokre i śliskie szlaki powodowały też wiele upadków, podczas jednego połamałem kijki. Ale pomimo tych przygód udawało mi się przesuwać w stawce, odrabiając stracony czas na początku biegu.

* Co jadłeś w trakcie tych kilkunastu godzin?

Żywienie miałem rozplanowane, żele, batony, daktyle, w punktach odżywczych były ciepłe posiłki, owoce. Pilnowała tego moja żona, która towarzyszyła mi na trasie biegu. Dbała, bym miał gdzie odpocząć, uzupełniała jedzenie i picie w plecaku, a przede wszystkim pilnowała czasu. Ja w tym czasie mogłem spokojnie zmienić koszulkę, skarpetki czy nakremować stopy. Towarzyszył mi również kolega Darek, który odpowiedzialny był za transport i logistykę. To dzięki ich pomocy udało mi się ukończyć bieg szybciej niż bym się tego spodziewał, za co bardzo dziękuję.

* Wróćmy do początku tej pasji. Jak zacząłeś przygodę z bieganiem?

Podobnie jak większość ludzi, chciałem zrzucić kilku kilogramów, ale i poprawić kondycję. To było niespełna 4 lata temu, była zima, wiec pierwsze kilometry kręciłem na bieżni mechanicznej w jednym z klubów fitness. Wtedy trenowałem też crossfit, zostawałem po zajęciach i tak się zaczęło. Najpierw były to 2 kilometry, potem 5, 10, powoli zwiększałem dystans. Z czasem sprawiało mi to coraz większą satysfakcję, później były pierwsze zawody, radość z pierwszego medalu oraz zachwyt całą otoczką zawodów. Kolejnym wyzwaniem stały się półmaratony i maratony, zaczęły mi coraz łatwiej te kilometry przychodzić, ogólnie bieganie mnie odstresowało i nim się obejrzałem, stałem się od niego uzależniony. Później bieganie po asfalcie zaczęło mnie nudzić, postanowiłem pójść krok dalej i zacząłem przygodę z ultramaratonami. Pojawił się też pomysł zdobycia Korony Maratonów Polskich.

* Czym biegi ultra różnią się od klasycznego biegania?

Ultramaraton to ekstremalnie trudny bieg na dystansie powyżej 42,195 km. Każdy, kto pragnie porwać się na tego typu wyzwanie, musi być odpowiednio przygotowany pod względem treningowym. Nie wystarczy samo doświadczenie wyniesione z maratonów, biegi te są rozgrywane na różnych dystansach, a najbardziej popularne są od 50 do 100 km. Są również ultramaratony 24 i 48- godzinne, w których chodzi o pokonanie jak największego dystansu. Generalnie biegi ultra odbywają się w terenach górskich, z licznymi przewyższeniami, co dodatkowo wpływa na trudność biegu.

* Czy da się w ogóle przygotować na taki bieg, np. 100 km po górach?

Oczywiście, że się da, jak na każdy inny bieg. Lepiej nie porywać się od razu na długie dystanse, tylko stopniowo zwiększać kilometraż, najlepiej podczas różnego typu zawodów, podczas których poznajemy możliwości własnego organizmu, uczymy się różnych zachowań na trasie oraz odpowiedniego odżywiania, co w efekcie pozwoli nam stworzyć odpowiednią taktykę na każdy bieg.

* Gdzie w Zabrzu przygotowujesz się do długich górskich biegów?

W Zabrzu mamy naprawdę sporo fajnych terenów, gdzie można ćwiczyć zbiegi i podbiegi, np. hałdy na Makoszowach, zrewitalizowany teren wzdłuż ulicy Hagera i Bytomskiej, las na przy osiedlu Janek. Tam tez znajduje się ogólnodostępna bieżnia lekkoatletyczna, na której można trenować elementy szybkości i siły biegowej. Jednak, jeżeli faktycznie poważnie myślimy o startach w biegach długodystansowych, konieczne są sesje treningowe w górach. Mamy blisko, staram się tam bywać tak często, jak tylko czas na to pozwala.

* No właśnie, trenowanie pochłania sporo czasu. Jak na to reaguje twoja rodzina?

Nie zawsze bywa kolorowo (śmiech), nie ukrywam, że czasami ciężko jest pogodzić życie rodzinne z treningami. Mam żonę Angelikę i 7 – letniego syna Dominika, który właśnie chodzić do szkoły, oboje pracujemy i to w systemie zmianowym, więc często dziadkowie zostają z dzieckiem. Biegam popołudniami albo wcześnie rano. Angelika stara się mnie wspierać w tym, co robię, ale przez czas, który spędzam na treningach, większość obowiązków domowych spływa na jej barki. Wie, że bieganie to moja pasja, która pozwala mi się realizować. Dzięki temu mogę robić to, co kocham, za co jej bardzo dziękuję.

* Rodzina też biega?

Syn jeszcze nie, aczkolwiek miał kilka startów w biegach z cyklu Runmageddon Kids. Za to zawsze mi kibicuje. Staram się go zabierać na większość zawodów, aby poczuł atmosferę, jaka panuje podczas biegu, często tuż przed końcem chwytam go za rękę, żeby wspólnie przekroczyć linie mety, co sprawia mu wielka frajdę, podobnie jak kolekcjonowanie medali z zawodów. Angelika z kolei już łapie bakcyla i zaczyna coraz częściej biegać, co mnie bardzo cieszy. Ma już za sobą kilka udziałów w biegach przeszkodowych, obecnie wspólnie zdobywamy koronę półmaratonów polskich.

* Biegasz też w biegach przeszkodowych,

Kilka razy do roku biorę udział w biegach przeszkodowych; jestem zawodnikiem drużyny RMF 4Racing Team, która występuje w tego typu zawodach. Nie potrafię przejść obok takiego biegu obojętnie i zawsze staram się dać z siebie 110%, więc często przydarzają mi się kontuzję. Ostatnia wyeliminowała mnie na ponad 3 miesiące z treningów, co zaburza cykl przygotowawczy do innych startów. Ale czego się nie robi dla adrenaliny…

* Trenujesz coś jeszcze?

Generalnie wszystko kręci się wokół biegania, trenuję crossfit endurance, co pomaga mi w zwiększaniu wytrzymałości i wydolności, jeżdżę na rowerze, pływam. Można mnie również spotkać w roli pacemakera w półmaratonach i maratonach. W tym roku miałem wsiąść udział w zawodach triatlonowych Enea Ironman. Niestety musiałem odpuścić opłacony start, gdyż zwyczajnie brakło mi kasy na odpowiedni rower, który jest niestety wymagany w tego typu zawodach. Zostawiłem ten start na przyszły rok.

* Jak godzisz starty z pracą zawodową?

Pracuję w kopalni KWK „Knurów- Szczygłowice”, jako sztygar na oddziale łączności i metanometrii, jestem też ratownikiem górniczym. Praca na kopalni pozwala się w pewnym stopniu przygotować do biegów, bo czasem można się sporo nachodzić w górę i w dół, pokonując przy tym dystanse powyżej 10km, z drugiej strony bieganie pozwala mi być cały czas w dobrej kondycji, co z kolei jest ważne w byciu ratownikiem górniczym. W pracy staram się poukładać wszystko tak, by moje starty nie kolidowały z nią. A koledzy śledzą moje poczynania kibicują mi, gratulują, często też podpytują o szczegóły poszczególnych biegów czy proszą o porady dotyczące treningów czy przygotowań.

* Wspomniałeś wcześniej o roli pacemakera, w której występujesz podczas biegów. Opowiedz o tym.

Pacemakerzy to biegacze, zatrudnieni przez organizatorów biegu na podstawie wcześniejszy osiągnięć, którzy pomagają amatorom osiągnąć założony wynik. Startujący w specjalnej koszulce z przyczepionym balonikiem lub flagą na plecach, dla wielu zawodników są najważniejszymi osobami biegu. Pomagają biegaczom od startu do mety – dyktują tempo, wspierają, a w chwilach słabości motywują. To ktoś, komu w pewnym sensie powierza się swoją formę i setki wybieganych na treningach kilometrów tylko po to, aby uzyskać upragniony wynik. W ten sposób łączę przyjemne z pożytecznym, pomagam innym, równocześnie trenując.

* Jakie starty planujesz w najbliższej przyszłości?

Na razie skupiam się na ostatnim ważnym dla mnie biegu w tym sezonie. 30 września, w dniu moich 35 urodzin, jadę do Warszawy poprowadzić, jako pacemaker w jubileuszowym 40. PZU Maratonie Warszawskim, grupę ludzi, chcących poprawić swoje życiówki w czasie 3 godziny 50 min (rozmawialiśmy przed tym biegiem – dop. red). Jeżeli chodzi o dalsze plany, nie ukrywam, że chciałbym ukończyć bieg główny festiwalu UTMB na dystansie 171km. Najpierw jednak muszę zakończyć sezon w zdrowiu, bo ostatnimi laty zawsze pod koniec przytrafia mi się jakaś kontuzja.

* Tego też Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

DARIUSZ CHROST


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud