Napisane przez • 12:14 pm• Ciekawostki

Prywatna karetka na sygnale i bez kolejki na SOR? Fakty i mity

O prywatnych karetkach krąży sporo opowieści. Jedni wierzą, że taki ambulans pędzi na sygnale przez korki i wwozi pacjenta na SOR bocznym wejściem, inni sądzą, że to droga taksówka z noszami dla wybranych. Ile w tym prawdy? Sprawdzamy najpopularniejsze mity i pokazujemy, za co naprawdę płaci się, zamawiając przejazd.

John Adams, późniejszy prezydent USA, mówił w 1770 roku w sądzie, że „fakty są uparte”, a nasze życzenia ani emocje nie zmienią stanu faktów i dowodów. Warto o tym pamiętać, zanim uwierzy się w zasłyszane historie. Bo prywatna karetka to po prostu ambulans z załogą medyczną, który zamawia się na konkretny dzień i godzinę, bez zlecenia lekarza i bez czekania na przejazd organizowany przez przychodnię.

Mit 1: Prywatna karetka zawsze jedzie na sygnale

Fakt: o tym, kto może jechać jako pojazd uprzywilejowany, decyduje Prawo o ruchu drogowym. Z mocy ustawy dotyczy to m.in. zespołów ratownictwa medycznego, a inne podmioty potrzebują zezwolenia ministra spraw wewnętrznych, wydawanego, gdy pojazd służy ratowaniu życia lub zdrowia. Nawet wtedy kierowca może nie stosować się do przepisów tylko podczas akcji ratunkowej, z włączonymi jednocześnie światłami i syreną.

Sama syrena ma zresztą ciekawą historię. Nazwę nadał jej w 1819 roku francuski fizyk Charles Cagniard de la Tour, który ulepszył urządzenie do pomiaru drgań dźwięku. Ponieważ potrafiło ono wydawać dźwięk także pod wodą, skojarzył je z mitycznymi syrenami. Przy planowym przewozie syrena nie jest jednak potrzebna. Liczy się punktualny przyjazd i spokojna jazda, a nie wyścig przez skrzyżowania.

Mit 2: Z prywatnej karetki wchodzi się na SOR bez kolejki

Fakt: od 1 lipca 2019 roku na szpitalnych oddziałach ratunkowych obowiązuje segregacja medyczna. Kolejność przyjęć zależy od stanu zdrowia, a nie od tego, czy pacjent przyszedł sam, przyjechał taksówką, karetką pogotowia czy ambulansem prywatnej firmy. Osoby z kategorią zieloną lub niebieską mogą zostać skierowane do podstawowej opieki zdrowotnej. Każdy dostaje kolor, który określa, jak szybko powinien go zobaczyć lekarz:

Kolor Maksymalny czas do pierwszego kontaktu z lekarzem
czerwony natychmiast
pomarańczowy do 10 minut
żółty do 60 minut
zielony do 120 minut
niebieski do 240 minut

Triaż działa jak sortownia przesyłek: najpierw trafiają dalej te najpilniejsze, bez względu na to, kto je przyniósł. Prywatny zespół nie przeskoczy więc kolejki, ale i tak sporo daje. Ratownicy pobierają dla chorego bilet, przekazują personelowi informacje o jego stanie i dokumenty, a przy planowym przyjęciu na oddział dowożą go na czas, bez nerwowego szukania transportu.

Zobacz również  Targowisko pod ratuszem Zabrze - Targ

Nie trzeba się też obawiać, że szpital odeśle pacjenta, bo przyjechał prywatnym ambulansem. Ustawa o działalności leczniczej zabrania odmowy pomocy osobie, która potrzebuje jej natychmiast ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia. Sposób dotarcia na oddział nie ma tu żadnego znaczenia.

Mit 3: To tylko taksówka z noszami

Fakt: w prywatnej karetce pracują profesjonaliści, a skład zespołu dobiera się do stanu pacjenta. Może to być ratownik medyczny, pielęgniarka, a przy poważniejszych przypadkach także lekarz. Od 22 czerwca 2023 roku ratownicy mają własny samorząd zawodowy, a do pracy potrzebują prawa wykonywania zawodu, wydawanego przez Krajową Radę Ratowników Medycznych, oraz wpisu do rejestru.

Na pokładzie jest sprzęt, którego nie ma w żadnej taksówce: nosze, krzesełko do znoszenia po schodach, a zależnie od typu ambulansu także tlen, defibrylator czy pulsoksymetr. Zespół przenosi chorego z łóżka do łóżka, również z czwartego piętra bez windy, i w drodze pilnuje jego stanu. Taksówkarz nie poda kroplówki ani nie zareaguje fachowo, gdy pacjentowi nagle spadnie ciśnienie.

Mit 4: Bez skierowania nic się nie załatwi

Fakt: zlecenie lekarza ubezpieczenia zdrowotnego jest potrzebne do przejazdu finansowanego przez NFZ. Prywatny przewóz zamawia się samodzielnie, telefonicznie lub przez formularz. Sam przejazd nie wymaga dokumentów od lekarza, choć do szpitala czy na zabieg warto zabrać skierowanie i dokumentację. Wystarczy opisać dyspozytorowi stan chorego, adres z piętrem i windą oraz cel podróży.

Dzięki temu prywatny transport sprawdza się tam, gdzie zasady NFZ nie sięgają: przy wizycie u wybranego specjalisty, przenosinach do domu opieki, podróży do innego miasta czy powrocie ze szpitala o konkretnej godzinie. Termin dopasowuje się do planu rodziny, a nie odwrotnie, a dyspozytor sam dobiera pojazd i skład zespołu.

Mit 5: Prywatna karetka jeździ tylko po mieście

Fakt: przewozy medyczne nie kończą się na granicach miasta. Firmy transportu sanitarnego wożą pacjentów między szpitalami w różnych regionach, odbierają chorych z lotnisk i sprowadzają do kraju osoby leczone za granicą. Na takiej trasie ratownicy czuwają nad pacjentem przez całą drogę, a w razie potrzeby podają leki czy kroplówkę. Dalekie przejazdy zwykle wycenia się indywidualnie, zależnie od liczby kilometrów i stanu chorego.

Zobacz również  Zabrze Cieszyńska

Mit 6: To usługa tylko dla bogatych

Fakt: nie taki diabeł straszny, jak go malują. Za punkt odniesienia może posłużyć Warszawa, gdzie przejazd prywatnym ambulansem zaczyna się od ok. 200 zł, a wyjazd prywatnego zespołu do pilnego wezwania od ok. 450 zł. Ostateczna kwota zależy od długości drogi, wybranego pojazdu, liczby osób w zespole i tego, jak długo załoga czeka na pacjenta, a rzetelna firma podaje ją przed wyjazdem. Płaci się zwykle po usłudze, gotówką, kartą albo przelewem.

Czy to dużo? W porównaniu z biletem autobusowym na pewno, ale warto policzyć, ile wart jest wolny dzień w pracy, kręgosłup członka rodziny przy znoszeniu chorego po schodach czy spokój, że osoba po zabiegu nie upadnie w drodze. Przy wypisie ze szpitala czy wizycie u specjalisty wydatek rzędu kilkuset złotych bywa po prostu rozsądny.

Czego prywatna karetka nie zastąpi

Jedną opowieść trzeba jednak włożyć między bajki z innego powodu: prywatna karetka to nie zamiennik numeru 112. Gdy chory traci przytomność, ma objawy zawału lub udaru, silną duszność albo poważny uraz, wzywa się państwowe ratownictwo medyczne. Przypominają o tym zresztą także firmy prywatne, które jeżdżą do sytuacji pilnych, ale niezagrażających życiu, oraz do planowych przewozów.

Prywatny ambulans nie ma więc magicznych przywilejów na drodze ani na SOR. Ma za to coś, co dla wielu rodzin jest ważniejsze: przyjeżdża o umówionej porze, zabiera chorego spod drzwi, przenosi go z łóżka do łóżka i opiekuje się nim przez całą drogę. Fakty są uparte, ale tym razem pracują na korzyść pacjenta.

Visited 16 times, 16 visit(s) today

Dodane przez Mikołaj Czarnecki

Doświadczony dziennikarz portalu Nowiny Zabrzańskie. Specjalizuje się w tematyce lokalnej Zabrza i regionu Górnego Śląska. Pasjonat spraw społecznych, kulturalnych i historycznych miasta.

↑
Zamknij